Świat Książek Goldenrose

Książki, książki, recenzje

Debiutantki z Park Avenue, Plum Sykes

Debiutantki to świetne czytadełko – na wieczór, gdy jesteśmy zmęczone i nic się nam nie chce, albo na plażę, gdzie słońce rozleniwia umysł :) Lekka, naiwna, ale nieźle się ją czyta.

debiutantki

debiutantki

Miesiąc miodowy rozwodowy? Biżuteria z diamentami na plażę? I oczywiście każda suknia to de la Renta, Chanel, Balenciaga… To świat tak odległy od mojego, jak życie na Marsie. Ale chyba dlatego przyjemnie się to czyta – jak bajkę. Nie ma potrzeby zastanawiania się nad wymową, nad poruszanymi problemami, nad tym co ja zrobiłabym na miejscu bohaterki.

Tytułowe debiutantki to niedawne młode mężatki, szybciutko rozwiedzione. Ile energii wkładały wcześniej w znalezienie męża, tyle później włożyły w jego pozbycie się. I bardzo gorąco kibicują każdej koleżance, która jest na drodze do rozwodu. Nawet jeśli jest świeżo po ślubie!

Książka Plum Sykes dzieje się w podobnym środowisku, jak opisywana przeze mnie Szminka w wielkim mieście, a jeszcze bliżej jej 4 Blondynkom. Ale Sykes daleko do Bushnell – brak jej lekkości i znacznego poczucia humoru, brak też sięgnięcia po głębsze problemu i wplecenia ich pomiędzy opisy sukien, butów, kosmetyków z najwyższej półki, przyjęć i kuracji. Bushnell pisze jak osoba ze środka, choć już z dużym dystansem. Sykes – jak osoba z zewnątrz, która zna środowisko, ale nie ma do niego aż takiego dystansu – raczej jak ktoś, kto poniekąd zazdrości  opisywanym bohaterkom.

Debiutantki z Park Avenue, Plum Sykes
Tytuł oryginalny: The Debutante Divorcee
Gatunek: powieść obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 288
rok wydania: 2007
oprawa: miękka
wydawca: Albatros
ISBN: 978-83-7359-564-4

30/05/2009 Posted by | czytadełko, kobiece, obyczajowa | , , , , | 1 komentarz

Dom na klifie, Monika Szwaja

Właściwie powinnam zacząć od tego, że lubię Szwaję. Do tego tematyka książki jest mi bliska z powodów osobistych… W każdym razie – dlatego chciałam przeczytać Dom na klifie.

dom na klifie

dom na klifie

To prawie romans, choć małżeństwo jest z rozsądku.  Trochę obyczaj, choć niemała część wiąże się z domem dziecka, a oświadcza się ona, a nie on. A w tle szanty, krakowska Rotunda i Stary Port (SP istnieje naprawdę – jak ktoś ma ochotę sprawdzić – wystarczy wpaść do Krakowa). Nie jest to literatura z najwyższej półki, ale kawałek całkiem przyzwoitej “literatury popularnej”.

Dom na klifie jest bardzo ciepły, taki “ku pokrzepieniu serc”, choć wiele problemów zostało spłaszczonych. Mimo to pokazuje wagę rodzinnego domu dziecka, pokazuje jak trudno jest samotnym, często odrzuconym dzieciom i czym może skutkować osamotnienie w połączeniu z dziecięcą wyobraźnią i szalejącymi hormonami. Ale to nie podręcznik tworzenia rodzinnego domu dziecka, ani wychowywania dzieci więc to nie grzech.

Natomiast gdzieś pomiędzy okrągłymi i ciepłymi zdaniami książki pojawiały się zgrzyty. Ja wiem, że każdy region ma swoje przyzwyczajenia językowe, swoją “gwarę”. Urodziłam się w Podkarpaciu, żyję z Krakowie, a koło siebie mam Mężczyznę z Bydgoszczy. Mogę napisać “laczki”, “kapcie” albo “pantofle”; “kartofle”, “ziemniaki”, “pyry”… Ile osób w Polsce wie co to są “flizy”? A jeśli książka jest dla całej Polski, to chyba można unikać regionalizmów? Niestety, w Domu na klifie ich nie brak.

Dom na klifie, Monika Szwaja
Gatunek: powieść obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: polski
Liczba stron: 272
rok wydania: 2006
oprawa: twarda
wydawca: Prószyński i S-ka
ISBN: 83-7469-321-5

30/05/2009 Posted by | kobiece, obyczajowa | , , , | Dodaj komentarz

Trzynasta opowieść, Diane Setterfield

“Trzynastą opowieść” znalazłam na czyimś blogu. Nie pamiętam niestety na czyim, ale zainteresowała mnie na tyle, że zamówiłam ją sobie we własnym świątecznym prezencie, który przyjechał do mnie z Merlina na koniec grudnia. A potem jakoś tak wyszło, że czekała i czekała…

Trzynasta opowieść

Trzynasta opowieść

Doczekała się na początku maja. To kolejna książka, o której chciałoby się napisać – dawno takiej nie czytałam. Dawno nie czytałam książki, której “przyjaciółką” czułam się od drugiej strony. Która już pierwszymi akapitami wywołała mój uśmiech (nie śmiech, a właśnie uśmiech) i wywoływała go jeszcze wielokrotnie w trakcie czytania.

Jako dziecko i nastolatka marzyłam o pracy w bibliotece. Bohaterka “Trzynastej opowieści” pracuje w antykwariacie – prawie jak w bilbliotece. Jest zakochana w książkach, sama też próbuje coś pisać. Jest zakompleksiona, troszkę zagubiona, a ksiażki dają jej oparcie, jakie brak jej w rodzinie. Czy można jej nie lubić? ;)

Całość fabuły to opowieść umierającej autorki, która dotąd oszukiwała cały swiat co do swojej historii. Nagle, umierając, chce opowiedzieć prawdę (nie do końca rozumiem po co – wyrzuty sumienia?), ale boi się, że nie zdąży, a choroba nie daje jej już samodzielnie pisać. I tak związuje ze swoim losem, Małgorzatę (tę z antykwariatu).

“Trzynasta opowieść” jest porównywana do “Cienia Wiatru” (są książki, tajemnica i szukający rozwiązania) i do “Wichrowych Wzgórz” (klimat). Nie wiem czy powinno się porównywać (w ogóle nie przepadam za takimi porównaniami) – choć rozumiem pewną chęć szufladkowania. Cień czytałam dość szybko, wciągał, ale bez uśmiechu. Wichrowe są mroczne – zbyt mroczne na uśmiech. I chyba dlatego pokochałam Trzynastą – za ten uśmiech, który w wielu miejscach budzi. Mimo mroku, mimo tajemnicy, mimo kazirodztwa, daje wiele pozytywnych emocji, które sprawiają, że tej książki nie chce się odkładać na półkę.

W sieci pojawiły się zarzuty wtórności i rozwlekłości. Moim zdaniem autorka ma na tyle lekki styl, że opisy nie są rozwlekłe -czyta się je dobrze i szybko. Co do wtórności… Rozumiem skąd się biorą (zarzuty – choćby te wrzosowiska i ta tajemnica…), ale z drugiej strony – wszyscy czerpiemy z różnych wzorców, a chyba lepiej stworzyć coś dobrego sięgając po najlepsze niż coś kiepskiego stuprocentowo samodzielnie.

Gdzieś w tle miga jeszcze jeden wątek – matki Margaret i tragedii, po której ciężko się pozbierać. To tajemnica rozwiązana szybko, choć ciągnięta przez całą powieść. Warto i na nią zwrócić uwagę, bo dość rzadko pojawia się w książkach z perspektywy matki i dziecka.

PS Dostałam pytanie czy podobał mi się Dziennik Nimfomanki i czy napiszę o nim – nie, nie napiszę. Doszłam chyba do 50 strony i stwierdziłam, że nudzi mnie, nie przekonuje i nie wciąga, więc szkoda mi czasu nań… Stąd – recenzji nie będzie.

Trzynasta opowieść, Diane Setterfield
Tytuł oryginalny: The Thirteenth Tale

Gatunek: powieść obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 344
rok wydania: 2006
oprawa: twarda
wydawca: Amber
ISBN: 83-241-26-465

23/05/2009 Posted by | historyczne, kobiece, obyczajowa | , , , | 3 komentarzy

Apelacja, John Grisham

Bardzo lubię Grishama. Dlatego nie odmówiłam sobie “Apelacji”, szczególnie gdy sama wpadła mi w ręce…

apelacjaPierwsza była chyba “Firma”. Potem “Klient”, “Raport pelikana”, kolejne… Połykałam te książki w 2, czasem 3 dni, nie mogąc się od nich oderwać. I wierzyłam, że tak samo będzie z Apelacją, dlatego poczekałam na długi weekend, żeby nie zarywać nocy :) Niepotrzebnie…

“Apelacja” jest nudna i przewidywalna. Tak jakby Grisham musiał coś napisać, jakby gonił go termin, albo ktoś z wydawnictwa. Brakuje nieprzewidywalnych zwrotów akcji, napięcia, zaskakującego zaskoczenia. Do końca chciałam wierzyć, że coś się wydarzy, ale każda kolejna strona pokazywała, że tego nie będzie. Nudne, jednowymiarowe postacie, których nawet się nie polubi, ani nie znienawidzi. Groteski, ani humoru też nie ma…

Odeszła mi ochota na czytanie Prawnika, ale może Apelacja to tylko kiepski wypadek przy pracy?

Apelacja, John Grisham
Tytuł oryginalny: The Appeal

Gatunek: thriller prawniczy
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 312
rok wydania: 2008
oprawa: miękka
wydawca: Amber
ISBN: 978-83-241-3101-3

11/05/2009 Posted by | obyczajowa, prawnicze, thriller | , , | 1 komentarz

Królowa deszczu, Katherine Scholes

To jedna z piękniejszych książek, jakie ostatnio przeczytałam.

raincover Królowa deszczu to opowieść o Afryce, miłości, dojrzewaniu, dorastaniu. I pięknie, które przyciąga jak magnes, które fascynuje, nawet gdy go nie rozumiemy.

W każdym zdaniu Scholes widać jej miłość do Afryki, widać, że ją zna i że tam właśnie jest szczęśliwa… Widać także, że stara się ona realizować to, co pochwala w swojej książce – sięganie do różnych kultur po to, co w nich najlepsze. Łączenie ich tam, gdzie warto i rozdzielanie, tam, gdzie są zbyt odległe.

Główna bohaterka to Annah – gdzieś w głębi rozpuszczona, bogata dziewczyna, którą zafascynowała Afryka wyłaniająca się z listów jej ciotki. Postanawia zostać misjonarką i służyć tam, gdzie kiedyś pracowała jej ciotka. Ale los nie ułatwia jej tego, rzucając ją w coraz to inne miejsca i wciąż zabierając to, co kocha.

“Królowa deszczu” to książka napisana z pasji i miłości. Książka, którą czyta się niemal jednym tchem, która odłożona na półkę, woła i przyciąga, nie pozwala o sobie zapomnieć. I żałowałam, że to już koniec, gdy między palcami zostawały mi ostatnie kartki.

Żałuję, że nie mam jej na półce, a z księgarń dawno zniknęła. Ale może upoluję na Allegro, by kiedyś znów wrócić…

11/05/2009 Posted by | Afryka, historyczne, podróże | , , | 5 komentarzy

Bogowie, groby i uczeni; C.W. Ceram

Moje pierwsze spotkanie z tą książką było… dawno. Miałam wówczas chyba 9, może 10 lat i wygrzebałam tę książkę na półce rodziców. Mam zepsuty skaner, dlatego pozwolę sobie wstawić zdjęcie okładki mojego wydania wygrzebanej w antykwariacie Atticus.

Bogowie, groby i uczeni
Bogowie, groby i uczeni

To pierwsze spotkanie wspominam niemal magicznie. Siedziałam godzinami zwinięta na fotelu, w dużym pokoju i czytałam, czytałam, czytałam… Z wypiekami na twarzy, z wyobraźnią pracującą niemal z szybkością filmu akcji w kinie, chłonęłam opisy i wizje.

Dziś nie było już takiej magii, ale to nadal książka, którą rewelacyjnie się czyta – raczej jak powieść sensacyjną niż jak poważne wydanie historyczne (nie ujmując niczego tej książce – po prostu jest świetna).

Całość podzielona jest na cztery części, które rysują przed nami starożytność Grecji, Rzymu, Egiptu, Sumerów, Babilonii, Azteków, Majów i wielu innych ludów.
Prastare pisma, języki, technika, której nie powstydziliby się ich potomkowie wiele tysięcy lat później. A pomiędzy tym – archeolodzy. Zwykli, czasem znani z nazwiska (np.Schliemann), czasem bezimienni, ale zawsze działający z pasją. Przy skromnych możliwościach, jakie mieli odkrywający kolejne budowle, rysunki i zapisy, analizujący języki i szukający wskazówek bardziej jak detektywi niż jak naukowcy.

Plusem tej książki jest jej niewątpliwa plastyczność – wybuch Wezuwiusza, który zniszczył Pompeje i Herculaneum daje poczuć strach ludzi, zapach siarki, bezsilność… Już po tym opisie nie da się książki odłożyć na półkę. A dalej jest już tylko lepiej.

Po Cerama warto sięgnąć wówczas, gdy macie więcej czasu – inaczej zarwiecie noc ;)

Bogowie, Groby i uczeni, C.W. Ceram
Tytuł oryginalny: Goetter, Graeber und Gelehrte

Gatunek: literatura popularnonaukowa
Forma: zbiór esejów
Język oryginału:niemiecki
Liczba stron: 469/467
rok wydania: 1974/2002
oprawa: miękka
wydawca: PIW
ISBN:
83-06-02398-6

04/05/2009 Posted by | historyczne, podróże | , , , , , | 3 komentarzy

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.