Świat Książek Goldenrose

Książki, książki, recenzje

Ostatnia noc w Chateau Marmont, Lauren Weisberger

Lubię książki Lauren Weisberg. Diabeł mnie bawił, choć akurat sytuacja była mi niezwykle bliska (miałam szefa, który dobrze porozumiałby się z tamtą szefową), Portier mnie trochę zirytował podejściem do PR, ale jako powieść czytało się go świetnie. W grudniu trafiłam na promocję na “Ostatnią noc w Chateau Marmont”, więc kliknęłam i trafiła do mnie. Traf chciał, że przeczytałam go w tym tygodniu dopiero (zaczęłam Księżniczkę z lodu, ale jakoś w międzyczasie tak wyszło ;) ).

Ostatnia noc to opowieść o nagłej sławie i bogactwie, spadającej na młode małżeństwo – zupełnie do tego nieprzygotowane. Zawrotna szybkość zmian, ludzie, których nie potrafili w odpowiedni sposób sprawdzić i zweryfikować, radość z osiągnięć, stan bycia “pijanym sukcesem” – to wszystko sprawiło, że z dnia na dzień zostali wrzuceni w zupełnie inną rzeczywistość, nie mając czasu na poukładanie priorytetów, na uzgodnienie oczekiwań i akceptację.

W wielu recenzjach powtarzało się, że główna bohaterka, Brooke, jest strasznie irytująca. Może jestem dziwna, ale… wcale mnie nie irytowała. Jest może trochę naiwna, ale podejrzewam, że wcale bym sobie lepiej nie poradziła w zupełnie nowym środowisku – pełnym gwiazd, stylistek, menadżerów, sukien za dziesiątki tysięcy dolarów i biżuterii wartej tak wiele, że tylko się ją wypożycza. Zastanawiam się, czy irytacja nie brała się stąd, że Brooke chciała mieć choć trochę męża dla siebie, a przecież z dnia na dzień stała się bogata, jej mąż był sławny, a ona mogła rzucić pracę. Jak ciężko jest żyć pozornie razem, a jednak na odległość, rozumieją osoby, które same przeszły takie etapy w związku. Gdy jest się z kimś, a w rzeczywistości osobno – telefony (szczególnie w sytuacji różnicy czasowej), czy maile to nie to samo co codzienna rozmowa, co przytulenie się na dzień dobry i na dobranoc. To sytuacja, w której ciężko jest się odnaleźć, a na dłuższą metę to wyniszczające. I według mnie w tym zakresie Brooke jest niezwykle wiarygodna – przechodzi przez bunt, opór, zwątpienie. Walczy, tłumaczy, próbuje, miota się między swoją pracą, a możliwością towarzyszenia mężowi. Nie do końca się jej udaje i wcale mnie to nie dziwi – szczególnie w świecie tabloidów, internetu i wszechobecnych paparazzich – nie tylko tych z wielkimi obiektywami, ale i tych z komórkami…

Jeśli miałabym coś zmienić w tej książce to Nolę. Jest dobrą przyjaciółką, ale momentami jej poziom zrozumienia sytuacji sprawia, że nie jestem pewna, czy one się na pewno przyjaźnią. Żyje jakby w innej rzeczywistości – niby wie, że Brooke nie ma zbyt wiele pieniędzy, że pracuje na trzech etatach, ale z drugiej strony zabiera ją na zakupy do sklepów, gdzie bielizna kosztuje fortunę. Ale to postać drugoplanowa, można machnąć ręką.

Oczywiście nie jest to literatura wysokich lotów, ale Weisberger takowej nie pisze – to lekka powieść, napisana dość sprawnie i strawnym językiem. Można oczywiście się “czepiać”, że zbyt małe jest osadzenie w realiach Nowego Yorku, ale z drugiej strony dzięki temu ta sytuacja mogłaby się rozgrywać w każdym innym mieście, a zmieniający się świat nie niszczy całości.

Ogólnie – polecam na urlop lub na weekend – mimo grubości, całość czyta się dość szybko. Druk jest duży i z dużą ilością tzw. światła, więc strony szybko umykają z prawej strony na lewą :)

I jest to druga z książek “Z mojej półki” :)

26/02/2012 Posted by | czytadełko, humor, kobiece, obyczajowa, USA | , , , | Dodaj komentarz

Katie w świecie mody, Rebecca Campbell

Jak napisałam – po Sekrecie Genezis potrzebowałam czegoś lekkiego, komedyjkowego wręcz. Teoretycznie Katie w świecie mody była idealna.

Po przeczytaniu kilkunastu stron zaczęłam się zastanawiać, czy ją kończyć. Całość zbudowana jest dokładnie na tym samym schemacie, co “Wyznania zakupoholiczki”  -  niezbyt mądra istota z własnej głupoty traci stosunkowo przyjemne życie i nagle musi stanąć przed wyzwaniem poradzenia sobie w normalnym, niezbyt przyjemnym świecie. Ale oczywiście sobie radzi (to nie spoiler – o dobrym zakończeniu bohaterka informuje nas na początku).

Całość książki jest opowiadana przez główną bohaterkę – i gdyby był to audiobook, byłoby wrażenie potoku słownego. Ona gada, gada, gada, a właściwie papla. I to nie do końca spójnie zawsze (dygresje, przeskakiwanie z tematu na temat). Kojarzycie czasem głośno rozmawiające nastolatki? 10 tematów na minutę, a na dodatek mówią przez siebie? To takie właśnie miałam wrażenie w przypadku Katie. I ten wszechobecny PR przedstawiony znów jako czary-mary i bywanie na przyjęciach.

Ogólnie – można zerknąć – na urlopie, albo w trakcie dłuuuugiej podróży. Ale jak macie coś ciekawszego – to nie warto. Z podobnych kategorii lepiej wybrać już choćby wspomnianą Zakupoholiczkę, albo (znacznie lepiej) cokolwiek Lauren Weisberger (tej od Diabła ubierającego się u Prady).

18/02/2012 Posted by | czytadełko, humor, kobiece | Dodaj komentarz

Sekret Genezis, Tom Knox

Sama nie wiem jak powinnam zacząć tę recenzję. Z jednej strony wartka akcja, z drugiej opisy uśmiercania ludzi – makabra. Więc niby dobra, ale zła…

Tak, nie należy oceniać książki po okładce, a poniekąd to właśnie zrobiłam. Grafika w stylu Indiany Jonesa, opis w stylu Kodu da Vinci – czego chcieć więcej? (podobał mi się Kod ;) ). I choć już na początku jest trochę sztampy (on po przejściach, ona śliczna, oczywiście wpadają sobie dość szybko w ramiona), to jakoś nie psuje to konwencji.

W założeniach rzeczywiście powieść ma sporo z Kodu – podobnie jak tam, tu też mamy sekrety mogące zniszczyć już nie tylko religię, ale wręcz podejście ludzkości do siebie samej i do władzy, do religii, tradycji – do wszystkiego. I podobnie jak u Dana Browna należy to niewątpliwie potraktować jako wymysł autora (zresztą ten straszny sekret nie jest taki straszny, a teoria mówiąca, że inteligencja często jest tak podstawą charyzmy, jak i zapędów w okrucieństwo jest znana od dawna).

Akcja jest prowadzona równolegle w dwóch miejscach – w Wielkiej Brytanii i w Turcji, a z czasem – także w wielu innych krajach. Na pewnym etapie pogubiłam się w nich, więc nie podejmę się wymienić – zresztą to raczej niepotrzebne, nie wnosi specjalnie niczego do książki. Natomiast oczywiście w pewnym momencie losy tych dwóch akcji muszą się spleść, aby wspólnie dojść do zakończenia…

Podobał mi się główny bohater – Rob. Jest stworzony wprawną kreską, bardzo wiarygodny – jakby bliski autorowi. Niestety, większość pozostałych postaci już jest bardziej płaskich, przewidywalnych. Na pewnym etapie nawet czarny charakter książki taki się staje, co w sumie mnie zaskoczyło, bo początkowo był bardzo wiarygodny, a na końcu zamiast diablo  inteligentnego sadysty mamy chorego psychicznie maniaka, który chyba nie do końca ogarnia sytuację.

Książka jest dobrze napisana – ciekawym językiem, ze sprawną narracją. Opisy się nie dłużą, momentami całość przypomina wręcz sprawny reportaż. Jednak opisy tortur są stanowczo przesadzone. Rozumiem kwestie wyjaśnienia mordów rytualnych, kwestie pokazania czytelnikowi rozmiarów zbrodni. Tylko w pewnym momencie nagromadzenie krwi i krzywdy sprawia, że zaczyna się odczuwać fizyczny ból – doszłam do takiego momentu, że widząc eskalację opisów, nie odważyłam się na przeczytanie kolejnych barwnych zdań – przewróciłam kartki, szukając końca… A po zakończeniu stwierdziłam, że potrzebuję jakiejś głupiutkie powiastki, żeby odpocząć – mój mózg zbuntował przeciw kolejnej książce z ofiarami, przemocą, a nawet z zagadką kryminalną.

17/02/2012 Posted by | dla dorosłych, horror, podróże, thriller | , , , , | Dodaj komentarz

Pałac tajemnic, Agnieszka Pietrzyk

Niebanalny kryminał, intrygujący, wciągający… Takie opinie w internecie sprawiły, że sięgnęłam po Pałac tajemnic.

Tak, jest niebanalny. Mimo, że wiemy kto został zabity, to “śledztwo” prowadzone nie jest przez detektywa (doświadczonego, zmęczonego życiem, albo młodzieniaszka wierzącego, że wszystko może i wszystko wie), tylko przez młodą dziewczynę, pisarkę, która z popełnionego w podupadającym pałacu morderstwa rosyjskiej rodziny chce zrobić kanwę swojej następnej powieści.

Ala jest miła, sympatyczna, udaje się jej “otwierać ludzi” (choć to niezwykle chętne opowiadanie, przechodzenie na “ty”, a także nagrywanie bez uprzedzania i zgody trochę mi prawnie nie pasowało, no ale…). Mieszka też w mieszkaniu po zamordowanych, co sprawia, że część mieszkańców pałacu (10 mieszkań komunalnych) wręcz ją podziwia za odwagę. Dużo rozmawia, starając się poskładać spójny obraz – pozornie morderstwa, praktycznie całego otoczenia. I tu mam zgrzyt – bo postacie są ciekawe, wielobarwne (spokojny, niemal wycofany facet okazuje się być całkiem jurny ;) ). Mają różne historie, różny poziom wykształcenia, różne doświadczenia. Tymczasem mówią niezwykle zbliżonym językiem. Nie ma większej różnicy między profesorem, a prostą kobietą. Nie czuć różnicy w doborze słów, w gramatyce. Właściwie jakieś różnice są w postrzeganiu świata, ale IMO to trochę mało. Przy tak różnych osobach oczekiwałam znacznie większych różnic – tymczasem nie ma ich w stylu wypowiedzi, ani języku. I za to duży minus – bo pomysł świetny, ale na tym etapie – spalony.

Samą Alicję też poznajemy – problemy rodzinne, szczególnie z mężem i ojcem są tu dość jasno pokazane. Mimo to nie do końca zrozumiałam po co były poruszone te kwestie, bo nie bardzo widziałam odniesienie do nich. Jak na osobę z problemami, miała zaskakująco dobry i łatwy kontakt z ludźmi. Zmartwienia nie mają też za bardzo wpływu na jej myślenie i wnioski. Zastanawiam się jednak, czy nie ma być ciągu dalszego (kolejnej książki z Alicją Prus), bo podobne odczucia miałam w Millenium, gdzie pojawiały się nie do końca spójne wątki, by mieć potem odbicie w kolejnych książkach.

Pałac tajemnic można przeczytać – szczególnie na urlopie. Mimo, że jest tam zabójstwo, zazdrość i gwałt (z reklamy), to nie jest to ciężka książka. Ale nie podpiszę się pod częstymi zachwytami na jej temat – to raczej czytadełko niż poważna powieść. I znając zakończenie jeszcze mocniej mam wrażenie, że pomysł był świetny, ale gdzieś w trakcie pisania rozmył się i nie został wykorzystany.

16/02/2012 Posted by | czytadełko, kryminał, Polska | Dodaj komentarz

Matka ryżu, Rani Manicka

Lubię sięgać po książki z zupełnie innej niż dotąd znanych mi kultur. Co prawda “Manicka” brzmi jakoś słowiańsko, ale to raczej tylko przypadek…

Akcja książki zaczyna się na Cejlonie. Poznajemy tam tytułową Matkę Ryżu – Lakshmi, jako 14-letnią, (a nawet młodszą) dziewczynkę. Piękność, jaką była, przy równoczesnej chęci zapewnienia jej jak najlepszego życia przez matkę, sprawiły, że padła ofiarą nieuczciwej swatki. Wydana została za dużo starszego mężczyznę, którego ciemna skóra, powolność, a także nieporadność odrzuca ją. I choć jest mu wierna, to do końca życia jest nieszczęśliwa w swoim zapamiętaniu, by nie pokochać swego męża.

Całość jest podzielona na rozdziały opowiadane z różnej perspektywy – poszczególnych członków rodziny. Dzięki temu poznajemy te same historie różnymi oczami – różne są odczucia, emocje, różne też pobudki działania. Brak wyjaśnień, brak rozmów, przy równoczesnym “zakładaniu” złej woli, szukaniu własnej korzyści – to wszystko buduje taki, a nie inny obraz rodziny.

Na koniec dowiadujemy się po co całość powstała – i (mały spoiler, ale niegroźny) zdradzę, bo mnie tej informacji na początku brakowało do pełnego zrozumienia książki. Opowieści przez nas czytane były nagrywane przez wnuczkę Lakshmi, która kochała babkę, ale uwielbiała też innych członków rodziny i chciała zachować ich opowieści na dłużej.

W tle mamy zmieniającą się Malezję – wielokulturową, zróżnicowaną pod względem bogactwa, wreszcie zaatakowaną przez Japończyków (dość dokładne opisy tortur fizycznych i psychicznych sprawiają, że jest to raczej książka dla dorosłych, ew. starszej młodzieży).

Książka – choć umiejscowiona na Wschodzie i przez to kulturowo nam obca (traktowanie Młodszej Siostry, czyli służącej-niewolnicy przez chińską rodzinę – dla nas nieludzkie i doprowadzające ją do szaleństwa – przez nią samą jest traktowane jako okrutne, ale zrozumiałe), to porusza wiele uniwersalnych problemów. Znajdziemy tam rozpacz kobiety po stracie dziecka (w różnych wymiarach), okrucieństwo wojny, strach o najbliższych, zazdrość żony o męża, uzależnienie od hazardu… Zobaczymy też jak te wszystkie problemy i skrywane uczucia, targające poszczególnymi osobami, niszczą je po kolei, doprowadzając do rozpadu pozornie silnej rodziny.

Całość przypominała mi trochę Zapach cedru – tam też niespełnione potrzeby, niedopowiedzenia, emocje niszczą ludzi. Tu podobnie – ale mimo to po Zapachu cedru został mi niesmak – w przypadku Matki ryżu go nie miałam – jeśli będziecie mieć okazję – przeczytajcie ją. Warto.

12/02/2012 Posted by | Kraje Wschodu, obyczajowa | Dodaj komentarz

Pełna kontrola, David Baldacci

“Pełna kontrola” była pierwszą książką Baldacciego, jaką miałam okazję przeczytać. Wpadła mi w ręce z przypadku – choć ostatnio książki elektroniczne czytam raczej na Kindle niż na czymkolwiek innym, to spore mrozy sprawiły, że K. został (na wszelki wypadek) w domu. Ale – jak zawsze miałam ze  sobą komórkę, a tam właśnie – Pełną kontrolę.

Baldacci przyjął konwencję Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi w postaci udanego zamachu na samolot, a potem całkiem niezła jazda (choć nie cały czas bez trzymanki). Powiem szczerze, że choć jedną osobę podejrzewałam od początku niemal, to rozwiązanie było całkiem ciekawym zaskoczeniem :)

Książka jest utrzymana także w stylu “holywoodzkiego thrillera”, czyli mamy nieświadomą zakulisowych rozgrywek, ale nagle wplątaną w intrygę piękną prawniczkę, matkę małej córeczki, zaskakująco dobrego strzelca, mamy także starego wygę -  policjanta, do bólu uczciwego (bo kogo innego nie skusiłby milion $ rocznie?), wreszcie uroczego informatyka, który wdzięczny jest za “najlepszą noc w życiu” (nie, nie chodzi o to, o czym myślicie). Mimo tego, całość nie drażni, a wciąga i pozwala się czytać z dużą przyjemnością (także po nocach ;) ).

To poniekąd także książka o świecie finansów, o biznesie i informatyce – ale to raczej tło do pokazania chciwości, przekonania o własnej bezkarności i tego, że odpowiednia suma pieniędzy zawsze i wszędzie załatwi wszystko.

Oczywiście, osoby obeznane z internetem i komputerami, w kilku miejscach się uśmiechną. Książka została wydana w 1997 roku i to widać  w zakresie technologii. Pomijając oczywiście kwestie dyskietek – ale m.in. jako mowum opisywana jest technologia dzisiejszego (dostępnego normalnie)… monitoringu mediów :D Niemniej książka niewiele na tym traci i nadal warto ją przeczytać :)

11/02/2012 Posted by | sensacja, thriller, USA | Dodaj komentarz

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.