Mistrzyni sztuki śmierci, Ariana Franklin
Po Mistrzynię sztuki śmierci Ariany Franklin sięgnęłam, bo zaintrygował mnie tytuł (okładka jest brzydka, niestety). I choć opinie o niej są różne, to ja gorąco polecam.
Sam pomysł na temat jest nietypowy – kryminał, którego akcja dzieje się w średniowieczu. Na dodatek w czasach, gdy sam zawód medyka bywał owiany lekką tajemnicą, a kobieta-medyk była niemal jak Yeti (i darzona równie dużym zaufaniem), tu bohaterką jest właśnie kobieta-medyk. A gdy medyk specjalizuje się w umarłych – czyli robi sekcję zwłok, to strach pomyśleć…
Adelia “rozmawia” ze zwłokami, szukając przyczyn śmierci i wskazówek prowadzących do zabójcy. Równocześnie – właśnie ze względu na kwestię zaufania, a także podejścia do jej działań (jako do bezczeszczenia zwłok), musi ukrywać swoje umiejętności, co dodatkowo mocno komplikuje sprawy. Autorka do tego dodała:
- mnichów i krzyżowców, a nawet Saracena
- problemy na tle kulturowo-religijnym (katolicy kontra żydzi)
- ofiary – bestialsko zamordowane małe dzieci
- dążenie do uczynienia jednego z nich (Piotrusia) świętym przez przeoryszę zakonu,
tworząc intrygującą całość
Oprócz tego akcja jest prowadzona całkiem sprawnie i lekkim piórem, co też sprawia, że książkę ciężko odłożyć.
Zgadzam się z tym, że Adelia może momentami wkurzać. Zachowuje się czasem jak stara panna, czasem jak rozkapryszone dziewczę, ale patrząc na jej czasy, na podejście do jej profesji, na lekceważenie – jest to uzasadnione. Rozczarowała mnie co prawda niekonsekwencją w końcówce, ale cóż – książka bez tej ostatniej strony obeszłaby się, więc daruję jej to
Polecam zwrócenie uwagi na postać króla Henryka – scena z jego udziałem jest chyba najlepsza w całej książce. Niezwykle błyskotliwa, pełna humoru, a także ironii. Jeśli tenże władca miał choć połowę przypisanego mu w tej książce umysłu, to chylę czoła.
Autorka trzeba też przyznać staranne dopracowanie tła historycznego – nie jestem co prawda historykiem, ale całość jest bardzo wiarygodna, a podsumowanie Od Autorki wyjaśnia pewne rozbieżności. Dokładne opisy – tak wydarzeń, jak i postaci sprawiają, że łatwiej zrozumieć nam zachowanie poszczególnych osób i całego tłumu…
Polecam Mistrzynię, ale nie sięgajcie po nią jeśli musicie kolejnego dnia wcześnie wstać – możecie późno zasnąć…
Niewinni, Ian McEwan
Od kilku miesięcy mam ochotę na przeczytanie Pokuty i ciągle jakoś mi nie po drodze. A to czasu nie mam, a to książka wypożyczona… I tak schodzi. Podczas któryś zakupów w Tesco przegrzebałam koszyk z książkami i znalazlam w niej Niewinnych tego samego, co Pokuta, autora – Iana McEwana. Czekała na swój czas chwilę, aż się doczekała.
Akcja toczy się tuż po II wojnie światowej, w Berlinie – podzielonym na sektory, pełnym wzajemnie nieufających sobie ludzi różnych narodowości i zapatrywań. W to miejsce zostaje rzucony Leonard i w tym miejscu spotyka Marię, swoją pierwszą miłość. Dzieli ich wiele – on prawiczek, nie zna życia, ona starsza od niego, mężatka. On Anglik, ona Niemka, z rodzicami mieszkającymi w rosyjskiej strefie. Ale jakoś budują swój związek, kawałek po kawałku, w dużej mierze dzięki niej. Sceny miłosne są… miękkie – takie miałam odczucie czytając je. Ale jest o przyjemna, pozytywna miękkość, delikatność, ale nie naiwność…
Początek to powolny rozwój akcji. Postacie pojawiają się stosunkowo powoli, można się z nimi oswoić. Potem następuje pewne przyśpieszenie, którego apogeum mamy ok 3/4 powieści, a za chwilę znów akcja hamuje.
Długo szukałam do czego odnosi się tytuł książki. Co zaczynałam go przypasowywać do jakiejś sytuacji, to pojawiało się coś nowego, wydarzenie, które wskazywało, że jednak gdzie indziej jest problem. Na koniec stwierdziłam, że nie zgadzam się z tezą postawioną przez wydawcę i – przynajmniej poniekąd – przez autora. Ale nie zdradzę dlaczego – może po przeczytaniu Niewinnych ktoś się ze mną zgodzi?
Natomiast zgadzam się w 100% z komentarzami na Biblionetce (zawierają SPOILER, będzie mały i tu) – scena ćwiartowania człowieka jest obrzydliwa. Na dodatek ta szczegółowość wcale nie jest uzasadniona (moim zdaniem). Ominięcie najbardziej drastycznych szczegółów pozwoliłoby równie dobrze pracować wyobraźni, nie zohydzając jednak samej powieści i pozwalając czytelnikowi przejść spokojniej dalej.
Przeczytać Niewinnych na pewno warto, choćby dla sprawdzenia, czy nasze poczucie niewinności jest tożsame z tym, co znajdziemy w ksiażce, dla pomyślenia chwilę, zastanowienia się. Pamiętając jednak, by drugiej połowy nie czytać nad talerzem…
Niewinni, Ian McEwan
Tytuł oryginalny: The Innocent
Gatunek: literatura współczesna obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 285
rok wydania: 2004
oprawa: miękka
wydawca: Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, seria Literka
ISBN: 83-7359-229-6
Trzynasta opowieść, Diane Setterfield
“Trzynastą opowieść” znalazłam na czyimś blogu. Nie pamiętam niestety na czyim, ale zainteresowała mnie na tyle, że zamówiłam ją sobie we własnym świątecznym prezencie, który przyjechał do mnie z Merlina na koniec grudnia. A potem jakoś tak wyszło, że czekała i czekała…

Trzynasta opowieść
Doczekała się na początku maja. To kolejna książka, o której chciałoby się napisać – dawno takiej nie czytałam. Dawno nie czytałam książki, której “przyjaciółką” czułam się od drugiej strony. Która już pierwszymi akapitami wywołała mój uśmiech (nie śmiech, a właśnie uśmiech) i wywoływała go jeszcze wielokrotnie w trakcie czytania.
Jako dziecko i nastolatka marzyłam o pracy w bibliotece. Bohaterka “Trzynastej opowieści” pracuje w antykwariacie – prawie jak w bilbliotece. Jest zakochana w książkach, sama też próbuje coś pisać. Jest zakompleksiona, troszkę zagubiona, a ksiażki dają jej oparcie, jakie brak jej w rodzinie. Czy można jej nie lubić?
Całość fabuły to opowieść umierającej autorki, która dotąd oszukiwała cały swiat co do swojej historii. Nagle, umierając, chce opowiedzieć prawdę (nie do końca rozumiem po co – wyrzuty sumienia?), ale boi się, że nie zdąży, a choroba nie daje jej już samodzielnie pisać. I tak związuje ze swoim losem, Małgorzatę (tę z antykwariatu).
“Trzynasta opowieść” jest porównywana do “Cienia Wiatru” (są książki, tajemnica i szukający rozwiązania) i do “Wichrowych Wzgórz” (klimat). Nie wiem czy powinno się porównywać (w ogóle nie przepadam za takimi porównaniami) – choć rozumiem pewną chęć szufladkowania. Cień czytałam dość szybko, wciągał, ale bez uśmiechu. Wichrowe są mroczne – zbyt mroczne na uśmiech. I chyba dlatego pokochałam Trzynastą – za ten uśmiech, który w wielu miejscach budzi. Mimo mroku, mimo tajemnicy, mimo kazirodztwa, daje wiele pozytywnych emocji, które sprawiają, że tej książki nie chce się odkładać na półkę.
W sieci pojawiły się zarzuty wtórności i rozwlekłości. Moim zdaniem autorka ma na tyle lekki styl, że opisy nie są rozwlekłe -czyta się je dobrze i szybko. Co do wtórności… Rozumiem skąd się biorą (zarzuty – choćby te wrzosowiska i ta tajemnica…), ale z drugiej strony – wszyscy czerpiemy z różnych wzorców, a chyba lepiej stworzyć coś dobrego sięgając po najlepsze niż coś kiepskiego stuprocentowo samodzielnie.
Gdzieś w tle miga jeszcze jeden wątek – matki Margaret i tragedii, po której ciężko się pozbierać. To tajemnica rozwiązana szybko, choć ciągnięta przez całą powieść. Warto i na nią zwrócić uwagę, bo dość rzadko pojawia się w książkach z perspektywy matki i dziecka.
PS Dostałam pytanie czy podobał mi się Dziennik Nimfomanki i czy napiszę o nim – nie, nie napiszę. Doszłam chyba do 50 strony i stwierdziłam, że nudzi mnie, nie przekonuje i nie wciąga, więc szkoda mi czasu nań… Stąd – recenzji nie będzie.
Trzynasta opowieść, Diane Setterfield
Tytuł oryginalny: The Thirteenth Tale
Gatunek: powieść obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 344
rok wydania: 2006
oprawa: twarda
wydawca: Amber
ISBN: 83-241-26-465
Królowa deszczu, Katherine Scholes
To jedna z piękniejszych książek, jakie ostatnio przeczytałam.
Królowa deszczu to opowieść o Afryce, miłości, dojrzewaniu, dorastaniu. I pięknie, które przyciąga jak magnes, które fascynuje, nawet gdy go nie rozumiemy.
W każdym zdaniu Scholes widać jej miłość do Afryki, widać, że ją zna i że tam właśnie jest szczęśliwa… Widać także, że stara się ona realizować to, co pochwala w swojej książce – sięganie do różnych kultur po to, co w nich najlepsze. Łączenie ich tam, gdzie warto i rozdzielanie, tam, gdzie są zbyt odległe.
Główna bohaterka to Annah – gdzieś w głębi rozpuszczona, bogata dziewczyna, którą zafascynowała Afryka wyłaniająca się z listów jej ciotki. Postanawia zostać misjonarką i służyć tam, gdzie kiedyś pracowała jej ciotka. Ale los nie ułatwia jej tego, rzucając ją w coraz to inne miejsca i wciąż zabierając to, co kocha.
“Królowa deszczu” to książka napisana z pasji i miłości. Książka, którą czyta się niemal jednym tchem, która odłożona na półkę, woła i przyciąga, nie pozwala o sobie zapomnieć. I żałowałam, że to już koniec, gdy między palcami zostawały mi ostatnie kartki.
Żałuję, że nie mam jej na półce, a z księgarń dawno zniknęła. Ale może upoluję na Allegro, by kiedyś znów wrócić…
Bogowie, groby i uczeni; C.W. Ceram
Moje pierwsze spotkanie z tą książką było… dawno. Miałam wówczas chyba 9, może 10 lat i wygrzebałam tę książkę na półce rodziców. Mam zepsuty skaner, dlatego pozwolę sobie wstawić zdjęcie okładki mojego wydania wygrzebanej w antykwariacie Atticus.

- Bogowie, groby i uczeni
To pierwsze spotkanie wspominam niemal magicznie. Siedziałam godzinami zwinięta na fotelu, w dużym pokoju i czytałam, czytałam, czytałam… Z wypiekami na twarzy, z wyobraźnią pracującą niemal z szybkością filmu akcji w kinie, chłonęłam opisy i wizje.
Dziś nie było już takiej magii, ale to nadal książka, którą rewelacyjnie się czyta – raczej jak powieść sensacyjną niż jak poważne wydanie historyczne (nie ujmując niczego tej książce – po prostu jest świetna).
Całość podzielona jest na cztery części, które rysują przed nami starożytność Grecji, Rzymu, Egiptu, Sumerów, Babilonii, Azteków, Majów i wielu innych ludów.
Prastare pisma, języki, technika, której nie powstydziliby się ich potomkowie wiele tysięcy lat później. A pomiędzy tym – archeolodzy. Zwykli, czasem znani z nazwiska (np.Schliemann), czasem bezimienni, ale zawsze działający z pasją. Przy skromnych możliwościach, jakie mieli odkrywający kolejne budowle, rysunki i zapisy, analizujący języki i szukający wskazówek bardziej jak detektywi niż jak naukowcy.
Plusem tej książki jest jej niewątpliwa plastyczność – wybuch Wezuwiusza, który zniszczył Pompeje i Herculaneum daje poczuć strach ludzi, zapach siarki, bezsilność… Już po tym opisie nie da się książki odłożyć na półkę. A dalej jest już tylko lepiej.
Po Cerama warto sięgnąć wówczas, gdy macie więcej czasu – inaczej zarwiecie noc
Bogowie, Groby i uczeni, C.W. Ceram
Tytuł oryginalny: Goetter, Graeber und Gelehrte
Gatunek: literatura popularnonaukowa
Forma: zbiór esejów
Język oryginału:niemiecki
Liczba stron: 469/467
rok wydania: 1974/2002
oprawa: miękka
wydawca: PIW
ISBN: 83-06-02398-6
Handlarz kawą, David Liss
“Handlarz kawą” to jeden z efektów mojej wędrówki po blogach czytelniczych. Gdyby nie opinia Libro, pewnie bym jej specjalnie nie szukała.

Handlarz kawą, David Liss
Handlarz kawą przenosi nas do Amsterdamu, kilkaset lat wstecz (XVII wiek). Wchodzimy w rzeczywistość zupełnie nam obcą – czas, w którym kawa jest traktowana jako lekarstwo i sprzedawana w aptece, czas inkwizycji, czas, w którym Ma’ adam (rada Żydów) niezwykle mocno wpływa na życie członków swojej społeczności, regulując nawet kontakty z Holendrami. To także czas, w którym giełda wygląda całkowicie inaczej niż dziś, ale równocześnie – podobnie jak i współcześnie, można na niej zyskać lub stracić fortunę w ciągu kilku chwil.
Główny bohater to Miguel Lienzo – mężczyzna bardzo samodzielny, można nawet powiedzieć, że buntowniczy, chętnie sięgający po wszystko, co może mu przynieść zysk. To także świetny kupiec, który w obecnym świecie byłby prawdopodobnie rewelacyjnym politykiem. Żyje giełdą, podobnie jak wielu innych mieszkańców Amsterdamu, którzy czekają tylko na godzinę 12, na otwarcie ich mekki. Co ciekawe – giełda (pierwsza w świecie) pracuje wówczas tylko dwie godziny, co ma chronić handlujących…
Miguel to dość ciekawa postać. Pozornie niezwykle pozytywna, niewątpliwie sympatyczna, ale w rzeczywistości właściwie nie jest 100% dobrym bohaterem. Łamie przykazania swojej grupy, stosuje windhandel (sprzedaż towaru, którego fizycznie nie ma – działalność karana, o ile zostanie wykryta), nie zawsze spłaca swe długi. Mimo to lubi się go i nie życzy mu źle. Na koniec popełnia błąd, który przypłaca wyrzutami sumienia, ale, jeśli mam być szczera, miałam wrażenie, że Liss trochę naciągnął to.
Postacią, której warto się przyjrzeć jest Hanna. Wiele lat (całe dzieciństwo) była przekonana, że jest katoliczką, by tuż przed ślubem dowiedzieć się, że jest Żydówką. Nie akceptuje tego i potajemnie realizuje praktyki katolickie. Ryzykuje przy tym bardzo dużo i wydawałoby się, że powinna być odważna i samodzielna (na tyle, na ile wówczas kobieta mogła być). Tymczasem jest równocześnie naiwna i łatwa do zastraszenia. I tego nie rozumiem, przez ponad pół książki drażniła mnie jej uległość i ta naiwność. Później Hanna dojrzewa i zaczyna być coraz ciekawszą postacią, ale dzieje się to praktycznie dopiero pod koniec powieści.
Tę książkę warto przeczytać – niewątpliwie nie można jej traktować jako traktat historyczny, ale wizja świata, mocno różna od obecnej, jaką kreśli jest warta poznania. Równocześnie książka spodoba się wielbicielom zwrotów akcji, bo Liss łatwo i pomysłowo prowadzi fabułę.
Handlarz kawą, David Liss
Tytuł oryginalny: The Coffee Trader
Gatunek: historyczna/thriller
Forma: powieść
Język oryginału:angielski
Liczba stron: 376
rok wydania: 2005
oprawa: miękka
wydawca: Sonia Draga
ISBN: 83-918924-2-5
Lochy Watykanu, Andre Gide
Lochy Watykanu, które ukazały się na początku XX wieku były obrazoburcze i niemoralne… Do tego opis jako błyskotliwa satyra – nie mogłam jej nie przeczytać

Lochy Watykanu, Andre Gide
Początek książki właściwie nie zapowiada naprawdę niezłego ciągu dalszego – nawet więcej, niemal zniechęca do tej książki (przynajmniej mnie zniechęcało). Jednak przejście pierwszej części, (gdzie głównym bohaterem jest Antym) zostaje wynagrodzone znacznie lepszymi kolejnymi fragmentami. Farsa, satyra, sarkazm i lekka szczypta sensacji przewijają się przez całą książkę, w różny sposób ukazując różnych ludzi. Widzimy życie i podejście do siebie i innych zarówno wśród bogatych, jak i zupełnie biednych mieszkańców Francji i Włoch. Mamy okazję obserwować także podejście Francuzów do Włochów (zdziwienie powodowane przez “tykanie”, bezpośredniość, francuskie patrzenie na Włochów niejako jak na ludzi pozbawionych wyższej kultury).
Niewątpliwie pokazanie Kościoła jako egoistycznej i wykorzystującej biedaków instytucji musiało w pewnym momencie oburzać. Dziś już nie wzbudza takich emocji, ale też czasy mamy lekko inne, więc nie odbieramy tej opowieści jako przytyków do siebie.
Książka składa się z kilku części – pozornie odrębnych, ale powiązanych osobą jednego z bohaterów – Juliusa de Baraglioul. W różnym stopniu występuje on w każdym rozdziale, a postacie będące na pierwszym planie (w każdej części jest to inna osoba) to jego rodzina. Długo należy czekać na wyjaśnienie tytułu książki – jest, choć nie bezpośredni
Ale ok. połowy powieści można już wnioskować co autor miał na myśli, by po kolejnych stronach upewnić się, że właśnie o ten wątek chodziło.
Całość, choć czasem rozwlekła (niektóre wątki są tłem dla właściwych wydarzeń, ale jest im poświęcona cała część), jest warta przeczytania. Choćby dla zobaczenia życia w XIX wieku w krzywym zwierciadle, a także by przekonać się, co na pocz. XX wieku mogło oburzać nasze prababcie.
Dodatkowo “Lochy” poruszają temat zbrodni bez motywu, morderstwa spowodowanego raczej chwilową zachcianką, niż realnym powodem. Gide nazywa to czynem bezzasadnym, pokazując równocześnie, że choć nie każda przestępstwo zostaje odkryte, to jednak czasem sumienie płata znacznie większe figle, niż może się nam wydawać.
Czytając “Lochy” miałam skojarzenie z Monachomachią – choć inny czas, to pokazanie różnych klas, różnych podejść, a także samego kościoła – dość zbliżone. Drugie skojarzenie to Zbrodnia i kara Dostojewskiego…
Dziś dodatkowo znalazłam dość ciekawe “uzupełnienie” recenzji – warto doczytać te kilka zdań.
Lochy Watykanu, Andre Gide
Tytuł oryginalny: Les Caves du Vatican
Gatunek: historyczna obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału:francuski
Liczba stron: 207
rok wydania: 2004
oprawa: twarda
wydawca: Zielona Sowa
ISBN: 83-7389-844-1
Szachownica flamandzka, Arturo Perez-Reverte
Jakoś nigdy wcześniej nie trafiłam na tę książkę i pewnie nadal omijałaby mnie szerokim łukiem, gdyby nie Historyczne Wyzwanie, na którym ją wypatrzyłam.

Szachownica flamandzka to kryminał na przestrzeni dziejów. Z jednej strony (chciałoby się powiedzieć – obrazu) – mordertwo w 1472 roku, z drugiej – w 1991. A wszystko połączone zgrabnie obrazem flamandzkiego malarza, Petera van Huysa, nazwanego “Gra w szachy”.
Zawiązanie fabuły, to praca konserwatorki dzieł sztuki, Julii, która ze zdziwieniem odkrywa, że na obrazie, pod warstwami farby czai się napis “QUIS NECA VIT EQUITEM” – czyli “Kto zabił rycerza”, a jak się okaże w niedługim czasie, także “Kto zbił skoczka”. Sprawa jest o tyle ciekawa, ze napis najwyraźniej namalował, a także zamalował sam mistrz.
W ciągu dalszym książki Julia chce odnaleźć zabójcę sprzed wieków, uwalniając niejako machinę, która “sprowadzi” zabójcę w obecny czas. Nie, to nie bajka i nie ma tu machiny czasu – jest raczej człowiek, który wykorzystuje sytuację, mając pełną świadomość zagadki. A po zakończeniu okazuje się, że – jak to często w kryminałach bywa – chciał być znalezionym.
Malarstwo flamandzkie i jego (szkoda, że tak krótka) analiza to jeden smaczek książki. Drugim są oczywiście – zgodnie z tytułem – szachy. Zagadka kryminalna sprzed wieków jest rozwiązywana analizą wsteczną (niektóry znają, inni nawet umieją, a jeszcze inni mogą kojarzyć z Holmesa
). Mimo, że znam tę zasadę “rozgrywania” partii szachowej, to jest to dla mnie zbyt daleko posunięta abstrakcja, bym mogła ją samodzielnie stosować. Niemniej dokładne opisy i rysunki w książce pozwalają na zrozumienie co szachista miał na myśli.
Książkę czyta się łatwo i dość szybko (choć pod koniec akcja zwalnia). Niemniej – to zwykły kryminał. Niestety, mimo tego, że wiele osób szuka w Internecie Szachownicy lub Gry Szachowej van Huysa, to obraz nigdy nie istniał (choć pod tekstem prezentuję dwie grafiki, które na wielu forach pojawiają się jako te właściwe – w rzeczywistości to fantazja grafików, którzy stworzyli okładki do różnych wydań; mnie samej bliższe jest drugie wyobrażenie
). Sam van Huys żył znacznie później (w XVI, a nie w XV wieku). Podejrzewam, że takich nieścisłości jest znacznie więcej (gdzieś mi nawet przemknęło, że i w partii i jej analizie są błędy). Czy to wina autora, czy raczej zamierzenie – nie wnikam. Najważniejsze, że błądzi ścieżkami śledztwa na tyle, że zbyt szybko nie wpada się na to kto zabił. Choć gdy już dojdzie do rozwiązania, wydaje się ono takie banalne


Szachownica flamandzka, Arturo Perez-Reverte
Tytuł oryginalny: La Tabla de Flandes
Gatunek: kryminał
Forma: powieść
Język oryginału: hiszpański
Liczba stron: 400
rok wydania: 2003 (były wcześniejsze – 2000 i 2002)
oprawa: miękka
wydawca: Muza SA
ISBN: 83-7319-355-3
Przydługa Gliniana Biblia Julii Navarro
Na opis Glinianej Biblii trafiłam na jakimś forum. Był dość lakoniczny, ale jak zobaczyłam książkę, to jakoś pozytywnie mi się skojarzyła.

Książka zaczyna się od sceny w kościele i krótkiej spowiedzi z planowanego grzechu. Właściwie to nie jest spowiedź, raczej oświadczenie (spowiedź wymaga żalu za grzechy i postanowienia zmiany – tu tego nie ma). Ktoś chce kogoś zabić, a traf na usłyszenie tego pada na młodego księdza, który oczywiście musiał się przejąć i chce zrobić wszystko, by powtrzymać zabójcę.
Krótko po tym w Rzymie odbywa się kongres archeologiczny, na którym młoda kobieta, Clara Tannenberg, robi wszystko, by wbrew sprzeciwom, wystąpić ze swoim odkryciem. To odkrycie to dwie gliniane tabliczki, podobno fragment Księgi Rodzaju. Clara jest przekonana, że tabliczek jest więcej, chce ich szukać i próbuje zarazić tym innych archeologów. Tymczasem środowisko traktuje ją w najlepszym razie jak marzycielkę, fantastkę. Całości nie ułatwia fakt, że akcja rozpoczyna się w przededniu wojny amerykańsko-irackiej, a tabliczki, jeśli istnieją, są właśnie na terenie Iraku.
Oba wydarzenia ściśle się ze sobą łączą, ponieważ ofiarą morderstwa ma być Albert Tannenberg, dziadek Clary, a później także ona sama.
Nie chcę zbyt pokazywać fabuły, by nie zniszczyć przyjemności czytania książki. Niemniej mogę jeszcze napisać, że Albert Tannenberg to były nazista, jedna z osób, które znajdowały znaczną przyjemność w wymyślaniu i zadawaniu tortur więźniom obozów koncentracyjnych. Jak łatwo się domyślić, zemstę zaprzysięgli mu więźniowie. Ale nie tylko oni mają ochotę pozbawić życia Tanneberga.
Książka jest prowadzona w trzech wymiarach – mamy byłych więźniów i ich spisek, poszukiwania tabliczek i życie Tannebergów oraz niby-retrospekcje z czasów, gdy tabliczki miały powstać. Autorka pokazuje fragment życia Szamasa – chłopca, a potem mężczyzny, który miał spisywać dyktowane mu przez Abrahama objawienia. Odtworzone wydarzenia z tamtego okresu są nieźle opisane, zawierają wplecione wyrażenia i nazwy ze starożytności, a tło wydarzeń jest prawdopodobne. Dość ciekawe jest podejście do dojrzewania wiary w młodym chłopcu – od osoby wierzącej w glinianych bożków do mężczyzny wierzącego w jednego Boga i na dodatek umiejącego przekazać tę wiarę innym, sobie współczesnym, ludziom.
Jednak te retrospekcje, choć stanowią wyróżnik książki, w niemałym stopniu rozbijają akcję. Mam nawet wrażenie, że byłoby lepiej dla powieści, gdyby starożytne opisy zostały ograniczone do minimum, albo nawet ukazały się jako dodatek. Pewno wówczas z ponad 600 stron zrobiłoby się 400, ale całość zachowałaby spójność i akcja nie traciłaby prędkości przez nagłe wstawki, znacznie spokojniejsze od pozostałej części.
Mimo wszystko książkę polecam, choć nie nadaje się do czytania nocami, a dla wielu osób będzie raczej powieścią do podczytywania, niż do czytania jako jedyny tytuł w danym czasie.
Gliniana Biblia, Julia Navarro
Tytuł oryginalny: La Biblia de Barro
Gatunek: thriller/historia
Forma: powieść
Język oryginału: hiszpański
Liczba stron: 624
rok wydania: 2006
oprawa: miękka
wydawca: Albatros
ISBN: 83-7359-371-3
-
Archiwa
- Kwiecień 2012 (2)
- Marzec 2012 (3)
- Luty 2012 (6)
- Styczeń 2012 (4)
- Styczeń 2010 (4)
- Listopad 2009 (5)
- Październik 2009 (2)
- Sierpień 2009 (6)
- Lipiec 2009 (4)
- Czerwiec 2009 (1)
- Maj 2009 (6)
- Kwiecień 2009 (1)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS




