Świat Książek Goldenrose

Książki, książki, recenzje

Jeżdżąc po cytrynach, Chris Steward

Uwielbiam takie książki – nieważne, czy opisują uroki mojej ukochanej Francji, Włoch, czy Hiszpanii, mająw sobie nieodparty urok – ciepło, jakiś spokój ducha, a równocześnie optymizm i uśmiech. Wypatrzywszy Jeżdżąc po cytrynach na Kolejkowie, nie mogłam sobie odmówić (mysio – bardzo dziękuję za udostępnienie) :)

jezdzac_po_cytrynachJeżdżąc po cytrynach to opowieść o wyborze swojego miejsca na ziemi. Nie o przypadku – los mnie tu rzucił, to tu jestem, tylko o wyborze. Nie do końca przemyślanym może, bo Chris przyjechał do Andaluzji “rozejrzeć się”, a jakoś tak od razu kupił farmę, ale za to o wyborze wypływającym z intuicji człowieka, który pragnie spokojnego życia, wśród ludzi akceptujących prawa natury.

Zaczęłam tę książkę czytać rano, w autobusie. Towarzyszyła mi do końca dnia, kiedy to niemal ją skończyłam :) Opisy dojrzałych pomarańczy, cytryn, winogron, sprawiły, że zamarzyła mi się znów taka chatka, z której tarasu mogłabym sięgać po te owoce prosto z krzewu (tylko do fig nie mogę się przekonać po przeczytaniu pewnej książki)… Zatęskniłam do południa Francji, gdzie życie biegnie wolniej, choć nie zawsze dla mnie “normalnie”.

Całość opowieści snuta jest powoli, bez wielkich zwrotów akcji, z pełną świadomością otoczenia. Równocześnie jednak nie jest to opowieść człowieka, który całkowicie poddaje się temu, co przynosi mu los. Wraz z przyjaciółmi stara się zmienić te części życia, które może – dom, doprowadzenie wody, czy też zbudowanie mostku na rzece. Nie szarpie się jednak i nie usiłuje zmienić otoczenia, ani siebie samego w nim – jeśli czegoś nie da się zmienić, stara się to zaakceptować. Warto też zwrócić  uwagę, że Steward nie koloryzuje – świniobicie może przyprawić delikatniejszych czytelników o odruch zwrotny, podobnie jak wizja skorpionów w łóżku (i innych insektów we wcale niemałej ilości). Nie pokazuje Andaluzji jako krainy idealnej – raczej tylko dobrej, ale wystarczająco dobrej.

To świetna książka na zwykły dzień – delikatne poczucie humoru wywołuje uśmiech, całość daje jakiś promień radości, z jakiegoś, nie do końca nazwanego powodu, zachwyca i bawi. Może to dzięki temu, że w każdym słowie widać, że autor czuje, że to miejsce, w którym jest, to jego miejsce na ziemi?

Dodatkową zaletą książki są zdjęcia – każdy rozdział zaczyna się od prawdziwych zdjęć ze zbiorów Chrisa Stewarda, podejrzewam, że dopasowywanych do treści przez niego samego, co nadaje całości jeszcze bardziej osobistego rysu.

Jeżdżąc po cytrynach, Chris Steward
Tytuł oryginalny: Driving over Lemons
Gatunek: autobiografia/pamiętnik
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 260
rok wydania: 2008
oprawa: miękka
wydawca:
AA Wydawnictwo
ISBN: 978-83-89368-94-2

14/07/2009 Posted by | Hiszpania, humor, pamiętnik, podróże | , , | 1 komentarz

Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafon

Tysiące recenzji, w większości niezwykle zachwyconych, setki blogów i wątków na forach – czy mogę powiedzieć (napisać) coś, czego jeszcze nie było?

cien-wiatru

Jak widać, po książkę sięgnęłam późno. W ubiegłym roku miałam czas dość niewielkiego czytelnictwa i jakoś mnie ominęła. Ale po takiej ilości peanów, stwierdziłam – sprawdzę i ja :)

Nie, nie przyłączę się do chóru głosów, które mówią, że nigdy nie przeczytały lepszej książki, ani że to cud pisarstwa, ani że po tej książce żadna inna nie jest godna przeczytania (ta opinia mnie lekko zszokowała – czy może istnieć książka, która zabije we mnie na długi czas chęć przeczytania innych?).

Niemniej – tę książkę warto przeczytać. Przede wszystkim warto ją przeczytać dla jednej, rewelacyjnej postaci – Fermina. To postać niezwykle barwna, rysowana rzadko spotykaną kreską. Postać, która bawi, zaskakuje, a nawet momentami poucza – ale w ten przyjazny, uśmiechnięty sposób, jaki akceptujemy automatycznie, bezproblemowo. Fermin to człowiek-dusza, któy równocześnie wystarczająco dużo w swoim życiu widział i przeszedł, by umieć się dzielić nie czekając na zwrot i umieć odejść, gdy nadejdzie taka potrzeba. To postać, której tworzenia wielu innych autorów mogłoby się uczyć od Zafona. Niestety, szkoda, że to jedyna taka postać.

Druga rzecz, za którą polubiłam Cień jest Cmentarz Zapomnianych Książek. Chciałabym, by taki Cmentarz naprawdę istniał. Miejsce, gdzie można znaleźć każdą książkę, która gdzieś, kiedyś żyła, ale dziś “zasnęła”, z szansą na ponowne życie. Swego rodzaju namiastką takiej instytucji jest dla mnie Jagiellonka, w której lądują wszystkie wydane w Polsce książki. Szkoda tylko, że wiele z nich jest tylko w archiwum, bez dostępu dla czytelników…

Cień wiatru to książka pisana lekkim, dość przyjemnym stylem. Chyba dzięki temu dość łatwo brnie się przez ulice Barcelony, choć mnogie opisy bram, uliczek i zaułków mogą zmęczyć i wprowadzić lekki chaos, poczucie zagubienia. Natomiast to co w pewnym momencie zaczęło mnie drażnić, to sztuczne splatanie wątków. Wszyscy wszystkich znają dziś i kiedyś, wszyscy się do czegoś i kogoś odnoszą, o kimś myślą. Na dodatek dwie historie, niemal identyczne. Ja wiem, że historia lubi się powtarzać i zataczać koła, ale chyba nie musi tego robić odbitką z tego samego negatywu?

Na koniec wtręt “zawodowy” – czytając opisy zachwytów nad książkami Caraxa, zastanawiałam się jak to możliwe, że tak rewelacyjny pisarz się nie wybił. I po raz kolejny doszłam do wniosku, że to nieprawda, że prawdziwe złoto nie potrzebuje reklamy (bądź promocji). Dziś pewnie Julian miałby ciut większe szanse, bo może ktoś zachwycony napisałby o nim w Internecie i tak stałby się gwiazdą. Ale bez tego i bez pomocy wydawnictwa – nie miał szans, choć talent niewątpliwie był.

Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafon
Tytuł oryginalny:
La sombra del viento
Gatunek: obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: hiszpański
Liczba stron: 520
rok wydania: 2005
oprawa: miękka
wydawca: Muza SA
ISBN:
978-83-7495-572-0

26/01/2009 Posted by | Hiszpania, obyczajowa, podróże | , , | 2 komentarzy

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.