Świat Książek Goldenrose

Książki, książki, recenzje

Kartki z białego zeszytu, Sonia Raduńska

Nie pamiętam czego się spodziewałam po tej książce. Ale na pewno nie tego, co znalazłam między okładkami…

Po raz pierwszy opisuję książkę, której jeszcze nie skończyłam. Ale nie chcę dać ulecieć emocjom, które wzbudza, a równocześnie chcę od niej odpocząć. Chcę ją czytać, ale wszystko we mnie buzuje.

Po kilku latach przerwy w intensywnym czytaniu, rok temu wróciło to do mnie. Znów, jak za “młodych” lat czytam w każdej wolnej chwili, szczególnie w autobusach i tramwajach. Oczywiście kartki też któregoś dnia wzięłam ze sobą – na jazdę do pracy i z niej. Nie miałam pojęcia, że w autobusie będę śmiać się do siebie, momentami cicho, ale jednak na głos. Nie miałam też świadomości, że w pewnym momencie nie uda mi się powstrzymać łez wzruszenia. Popłynęły po policzkach. A kobieta siedząca w pobliżu uśmiechnęła się ze zrozumieniem i usłyszałam – znam to, też tak mam.

Kartki z białego zeszytu to przemyślenia. Opis rzeczywistości przepuszczonej przez sito własnych doświadczeń – raczej niekoniecznie wesołych – autorki. Ale też przez spojrzenie osoby pogodzonej ze sobą, życiem i kochającej innych ludzi. To spojrzenie osoby, jaką wielu z nas chciałoby być, choć wielu nie uda się to nigdy. Równocześnie w poszczególnych rozdziałach autorka nie narzuca swojego pola widzenia – ona o nim mówi, ale nie stara się go forsować. Działa raczej na zasadzie – to moje życie, jeśli ci odpowiada – chodź, jeśli nie – żyj po swojemu.

Kartki warto przeczytać choćby po to, by zauważyć wiele rzeczy, których w codziennym biegu nie widzimy. By dowiedzieć się, przypomnieć sobie, odkryć ponownie, lub całkiem po raz pierwszy otaczającą nas rzeczywistość i spojrzeć na nią nie tylko swoimi oczami, ale także np. ks. Twardowskiego, albo po prostu Soni. Książkę warto rozłożyć sobie na części, na porcje – przy emocjach jakie budzi, nie powinno się jej czytać w jeden wieczór…

26/11/2009 Posted by | kolejkowo, pamiętnik | , | Dodaj komentarz

Rok w Prowansji, Peter Mayle

Jak już wiecie, kocham Francję – Prowansja nie jest tu żadnym wyjątkiem :) Dlatego Rok w Prowansji szybko trafił na moją listę.

Rok-w-ProwansjiTo książka, która przypomina wiele innych – Jeżdżąc po cytrynach, czy nawet Pod słońcem  Toskani (choć Rok jest znacznie lepszy). To opowieść o Angliku, który decyduje się na przeprowadzkę do uroczej Prowansji, w której nieraz bywał na wakacjach. Jednak dopiero mieszkając tam, odkrywa jej tajemnice. Odkrywa podejście Francuzów do czasu, do pracy, wreszcie do ich największej miłości, jaką jest oczywiście kuchnia.

Cała książka jest podzielona na rozdziały – każdy rozdział to jeden miesiąc. W każdym z nich, obok opisów ludzi i kuchni, znajdziemy opis remontu domu Maley’ów, a także ich drobne, codzienne “odkrycia” – wino z własnej piwnicy, oliwa z lokalnych oliwek, pieczywo specjalnie dobierane do potraw. To odkrywanie innego życia, spokojniejszego, pozwalającego na smakowanie i rozkoszowanie się drobnymi przyjemnościami codziennego dnia.

Mimo upływu wielu lat Prowansja wcale się nie zmieniła – nadal można w niej odnaleźć to, co z dużym poczuciem humoru opisywał Mayle.

Rok w Prowansji nie jest książką wysokiej klasy. Ale to bardzo przyjemna opowieść – świetna po ciężkim dniu, dla relaksu po stresie, dla zwykłej przyjemności czytania.

21/10/2009 Posted by | czytadełko, pamiętnik, podróże | , , , , | 4 komentarzy

Córka Nomadów, Waris Dirie

Tak się jakoś złożyło, że przeczytałam po sobie dwie książki “afrykańskie”. Drugim zbiegiem okoliczności Córkę Nomadów czytałam niemal idealnie 6 lat (zgadza się miesiąc, nie pamiętam, czy dzień też) po Kwiecie pustyni (pierwszej części opowieści)…

corkaPodczas, gdy Kwiat pustyni był o drodze somalijskiej dziewczynki na szczyty gwiazd (została światowej sławy modelką) i o okrucieństwie obrzezania kobiet w Somalii, to Córka Nomadów jest o tęsknocie – za ojczyzną (choćby źle się tam działo), za rodziną, za znaną kulturą i zwyczajami.

Waris od 20 lat żyje w USA, ale bardzo tęskni, choć kiedyś uciekała, choć wie, że toczą się wojny. Tęsknotę pogłębiają nieporozumienia z mężem, brak akceptacji dla jej postępowania ze strony teściowej. Tu także, podobnie jak w Białej Masajce, widać problemy kulturowe i różnice w zwyczajach, choć Waris stara się dostosować do panujących warunków i niewiele kwestii forsuje. Nie potrafi jednak zrozumieć, dlaczego teściowa burzy się gdy jej dziecko biega nago, lub gdy nosi je tak, jak nauczyła się w Somalii, choć dziecko nie płacze i jest zadowolone.

W końcu, pokonując różne przeszkody, Waris “wraca” (właściwie przyjeżdża w odwiedziny) do swojej rodziny, opisując kolejne dni z pozycji osoby ze środka, która jednak ma poczucie, że zmieniła się, że nie zawsze pasuje do otoczenia.

To bardzo ciepła książka, pokazująca, że mając w miarę zdrowe relacje z rodziną, można znaleźć w bliskich oparcie, że spotkania z nimi dają siłę, a nauczonych w dzieciństwie działań, nie zapomina się. Mniej jest to o obrzezaniu, okaleczaniu, wydawaniu małych dziewczynek za starców. Znacznie więcej jest o miłości, o szczęściu, o poczuciu przynależności. Tak, jakby sama Waris, wracając, widziała znacznie więcej piękna i radości niż w momencie ucieczki.

Córka Nomadów, Waris Dirie
Tytuł oryginalny: Desert Dawn
Gatunek: obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron:208
rok wydania: 2002
oprawa: miękka
wydawca:
Bertelsmann Media, Grupa Wydawnicza
ISBN:83-7311-816-0

29/08/2009 Posted by | Afryka, kolejkowo, obyczajowa, pamiętnik, podróże, USA | , , , , | 3 komentarzy

Biała Masajka, Corinne Hofmann

Lubię książki pokazujące inną kulturę, zderzenie, próby zrozumienia, czasem nawet udane. Tym chętniej sięgnęłam po Białą Masajkę.

BM To historia białej kobiety, Szwajcarki, która przyjeżdża do Kenii na urlop. Tu niemal z miejsca zakochuje – się nie tyle nawet w samym kraju (choć rozpływa się nad nim), co w “pięknym Masaju”. Ma 28 lat i rzuca wszystko, co dotąd miała i co sprawiało jej radość, żeby zamieszkać w Afryce. Całość historii tym ciekawsza, że prawdziwa…

Książkę zaczęłam pełna dobrych chęci i oczekiwań. Kończyłam zmęczona, tylko dlatego, że zastanawiałam się kiedy ta kobieta zmądrzeje? Pamiętacie Bellę ze Zmierzchu? Jej zachwyty nad Edwardem – jaki to piękny i cudowny? Corinne jest Bellą, tyle że 11 lat starszą. I to, co u 17-latki mogę zrozumieć i nawet jeśli mnie irytuje, to nie dziwi, to u 28-letniej kobiety mnie drażni do potęgi. Corinne pisze, że zakochała się – tylko jej “miłość” była raczej pożądaniem, albo marzeniem, bo jak można mówić o miłości do zupełnie obcej osoby, którą zobaczyło się przez chwilę w autobusie i kilka dni później ponownie? Oboje mówią po angielsku bardzo słabo, więc ich porozumiewanie się graniczy niemal z cudem. Mimo to zaślepiona dziewczyna przeprowadza się do Kenii. Nie ma pojęcia o jej kulturze, o panujących zwyczajach, o historii – ogólnie o tym co ją czeka.

Gdyby wykreślić zachwyty nad Lketingą (czyli tym pięknym Masajem), książka zrobiłaby się niewątpliwie chudsza, ale też bardziej sensowna. Bo w tle zawiera całkiem niemałą dawkę opisów o tej Kenii, której turystom nie będzie dane poznać. O stosunkach panujących między ludźmi, o podejściu do życia, współmieszkańców, rodziny. To opowieść o tym, jak bardzo się różnimy i jak ciężko jest zaakceptować te różnice, szczególnie gdy żadna ze stron nie chce ustąpić, bo ich postępowanie jest dla nich naturalne, a obie mają problem z wytłumaczeniem dlaczego dana sprawa jest dla nich ważna.

Corinne napisała później, że w Kenii doświadczyła piekła i nieba. Trudno jednak nie zauważyć, że w niemałym stopniu to piekło zgotowała sobie sama, forsując nierzadko swoje pomysły, zaczerpnięte z dotychczasowego życia, w kulturze, której nie znała i nie chciała zaakceptować. Pomijając chorą zazdrość swego ukochanego, rzadko zastanawiała się, czy zachowując się po europejsku, daje komuś powód do plotek, czy złej oceny. Chciała żyć jak w Szwajcarii, tyle, że w Kenii.

Czy warto przeczytać Białą Masajkę? Nie wiem. Kolejnych części opowieści nie zamierzam poznawać – pierwsza zbyt mnie drażniła. Tym bardziej, że o podobnym temacie można napisać zupełnie inaczej, jak choćby robi to  Katherine Scholes

Biała Masajka, Corinne Hofmann
Tytuł oryginalny:Die weisse Massai
Gatunek: obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: niemiecki
Liczba stron:301
rok wydania: 2007
oprawa: miękka
wydawca:Świat Książki
ISBN:978-83-247-0979-3

29/08/2009 Posted by | Afryka, kolejkowo, obyczajowa, pamiętnik, podróże | , , , , , | 2 komentarzy

Córka Nastawiacza Kości, Amy Tan

Córka nastawiacza kości była zupełnym przypadkiem. Weszłam do Taniej Książki na Grodzkiej, a ta książka jakoś przykuła moją uwagę. I na szczęście :)

corkaAkcja książki dzieje się w pewnym sensie równolegle – w Chinach i w USA, w San Francisco. W pewnym sensie, bo w Chinach widzimy przeszłość, a w USA teraźniejszość. To opowieść o trudnej relacji matki i córki – niezrozumienia wynikającego z różnic kulturowych, z nieznajomości historii własnej rodziny, niechęci do dzielenia się uczuciami.  Na tej podstawie rosną animozje między dwiema kobietami, które pozornie mogłyby być sobie najbliższe, a są zupełnie obce.

Ruth, Amerykanka chińskiego pochodzenia, wstydzi się za swoją matkę – za jej pomysły, wierzenia, za “czepianie” się innych ludzi, za kiepski język angielski. Frustracje pogłebia nagła choroba matki – Alzheimer. Ale to właśnie choroba sprawia, że sięga po wciąż odkładany pamiętnik matki. I nagle dotąd rozsypane kawałki, pojedyncze wypowiedzi, dziwne zachowania, zaczynają się układać w spójną całość. Powoli Ruth zaczyna dowiadywać się coraz więcej nie tylko o matce, ale także o sobie samej, o własnym dziedzictwie, rodzinie, ale także o swoim charakterze, o lękach, słabościach i sile.

Córka jest fascynującą książką – zarówno poprzez zestawienie różnych kultur, jak i poprzez swój przekaz – dwoje ludzi może się porozumieć, pod warunkiem, że naprawdę tego chce. A to, czego nie rozumiemy, nie od razu jest złe, błędne, czy wstydliwe…

Córka Nastawiacza Kości, Amy Tan
Tytuł oryginalny: The Bonesetter’s Daughter
Gatunek: współczesna, obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 364
rok wydania: 2002
oprawa: miękka
wydawca:
Prószyński i Sp-ka
ISBN: 83-7337-083-8

02/08/2009 Posted by | Kraje Wschodu, obyczajowa, pamiętnik, podróże | , , , | 7 komentarzy

Gejsza z Gion, Iwasaki Mineko

Jak wiele innych osób, na Gejszę z Gion trafiłam po Wyznaniach Gejszy. Mimo, że Wyznania czytało mi się bardzo dobrze, to jednak Gejsza jest znacznie lepsza. To książka, która pokazuje życie gejszy w jej własnym środowisku, z równoczesnym tłumaczeniem wielu aspektów niezrozumiałych dla człowieka z zachodu.

gejszaMineko Iwasaki zaczęła swoją karierę jako mała dziewczynka. Od początku była bardzo samodzielna, pewna siebie, choć nie zawsze trafiała ze swoimi zachowaniami i wypowiedziami. Przy tak dużej pewności siebie, byłam zaskoczona jej stosunkową nieporadnością i naiwnością momentami. Ale podejrzewam, że to kwestia perspektywy – osoby żyjącej w zupełnie innym świecie, obcującej z innymi zwyczajami i realiami.

Jeszcze 10 lat temu sama postrzegałam gejsze jako lepsze prostytutki. Damy do towarzystwa, wykształcone, ale jednak służące swoim klientom także ciałem. Czytając gejszę wiedziałam już, że wygląda to inaczej, ale mimo to nie zdawałam sobie sprawy z większości aspektów pracy gejszy. Z rodzajów tańca, teatru, z tego jak przygotowują się do spotkania z klientem (robiąc prasówkę z jego osiągnięć, oglądając filmy z jego udziałem, czy czytając fragmenty książek). Nie zdawałam sobie sprawy, że są jak gwiazdy na zachodzie – że klienci są gotowi słono płacić za 20 minut obecności znanej gejszy na przyjęciu. Podobnie jak byłam zaskoczona, że gejsze są czasem wynajmowane również na kobiece przyjęcia.

Gejsza z Gion to książka niezwykła pod wieloma względami – ale chyba jej największym atutem (poza opisem zwyczajów japońskich i arkan zawodu gejszy) jest zdystansowane podejście do siebie samej Iwasaki. Mimo, że ma świadomość, że jest jedną z najbardziej znanych gejsz i schlebia jej to, to widzi także wiele błędów, jakie popełniała w młodości i z humorem opisuje swoje wpadki, nie kryjąc ich. Dzięki temu całość jest barwna i czyta się właściwie sama

Gejsza z Gion, Iwasaki Mineko
Tytuł oryginalny: Geisha of Gion. The Memoir of Mineko Iwasaki
Gatunek: autobiografia/pamiętnik
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 320
rok wydania: 2006
oprawa: miękka
wydawca:
Albatros, seriaLiterka
ISBN: 83-7359-380-2

02/08/2009 Posted by | kolejkowo, Kraje Wschodu, obyczajowa, pamiętnik, podróże | , , | 5 komentarzy

Jeżdżąc po cytrynach, Chris Steward

Uwielbiam takie książki – nieważne, czy opisują uroki mojej ukochanej Francji, Włoch, czy Hiszpanii, mająw sobie nieodparty urok – ciepło, jakiś spokój ducha, a równocześnie optymizm i uśmiech. Wypatrzywszy Jeżdżąc po cytrynach na Kolejkowie, nie mogłam sobie odmówić (mysio – bardzo dziękuję za udostępnienie) :)

jezdzac_po_cytrynachJeżdżąc po cytrynach to opowieść o wyborze swojego miejsca na ziemi. Nie o przypadku – los mnie tu rzucił, to tu jestem, tylko o wyborze. Nie do końca przemyślanym może, bo Chris przyjechał do Andaluzji “rozejrzeć się”, a jakoś tak od razu kupił farmę, ale za to o wyborze wypływającym z intuicji człowieka, który pragnie spokojnego życia, wśród ludzi akceptujących prawa natury.

Zaczęłam tę książkę czytać rano, w autobusie. Towarzyszyła mi do końca dnia, kiedy to niemal ją skończyłam :) Opisy dojrzałych pomarańczy, cytryn, winogron, sprawiły, że zamarzyła mi się znów taka chatka, z której tarasu mogłabym sięgać po te owoce prosto z krzewu (tylko do fig nie mogę się przekonać po przeczytaniu pewnej książki)… Zatęskniłam do południa Francji, gdzie życie biegnie wolniej, choć nie zawsze dla mnie “normalnie”.

Całość opowieści snuta jest powoli, bez wielkich zwrotów akcji, z pełną świadomością otoczenia. Równocześnie jednak nie jest to opowieść człowieka, który całkowicie poddaje się temu, co przynosi mu los. Wraz z przyjaciółmi stara się zmienić te części życia, które może – dom, doprowadzenie wody, czy też zbudowanie mostku na rzece. Nie szarpie się jednak i nie usiłuje zmienić otoczenia, ani siebie samego w nim – jeśli czegoś nie da się zmienić, stara się to zaakceptować. Warto też zwrócić  uwagę, że Steward nie koloryzuje – świniobicie może przyprawić delikatniejszych czytelników o odruch zwrotny, podobnie jak wizja skorpionów w łóżku (i innych insektów we wcale niemałej ilości). Nie pokazuje Andaluzji jako krainy idealnej – raczej tylko dobrej, ale wystarczająco dobrej.

To świetna książka na zwykły dzień – delikatne poczucie humoru wywołuje uśmiech, całość daje jakiś promień radości, z jakiegoś, nie do końca nazwanego powodu, zachwyca i bawi. Może to dzięki temu, że w każdym słowie widać, że autor czuje, że to miejsce, w którym jest, to jego miejsce na ziemi?

Dodatkową zaletą książki są zdjęcia – każdy rozdział zaczyna się od prawdziwych zdjęć ze zbiorów Chrisa Stewarda, podejrzewam, że dopasowywanych do treści przez niego samego, co nadaje całości jeszcze bardziej osobistego rysu.

Jeżdżąc po cytrynach, Chris Steward
Tytuł oryginalny: Driving over Lemons
Gatunek: autobiografia/pamiętnik
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 260
rok wydania: 2008
oprawa: miękka
wydawca:
AA Wydawnictwo
ISBN: 978-83-89368-94-2

14/07/2009 Posted by | Hiszpania, humor, pamiętnik, podróże | , , | 1 komentarz

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.