Abonent czasowo niedostępny, Ewa Ostrowska
Kompletnie nie tego się spodziewałam. Całkowie…
Wszystko przez tę okładkę. Wręcz słodka, delikatna, dziewczęca. Owszem, na okładce było wspomnienie o molestowaniu, ale było o nadziei i sile. Tymczasem…
To bardzo ciężka książka. Przez pierwszą połowę miałam ochotę ją odłożyć – nie tylko ze względu na sam temat (o molestowaniu dziecka zawsze ciężko jest czytać, a dodatkowo tu jest jeszcze postać matki, która kompletnie nie przyjmuje do wiadomości tego, co córka do niej mówi, wręcz ją karze za to). I nie tylko za dalsze rozszerzenie tematu (bo obok molestowania mamy jeszcze znęcanie się nad dzieckiem w wykonaniu matki), ale ze względu na styl. Całość książki jest pisana na zasadzie – sytuacja/rozmowa – przemyślenia Marty (głównej bohaterki). I te przemyślenia – na początku pomocne, z czasem stają się męczące. Bo wciąż i wciąż czytamy praktycznie to samo – te same sytuacje, które znów wypływają, te same słowa, które znów działają na bohaterkę w ten sam sposób. Dziewczę dorosłe, lecz naiwne do bólu wręcz. Skrzywdzona przez życie i wiele bliskich osób, pozornie nieufna, zamknięta, ale przy naprawdę odrobinie cierpliwości, lgnie do kolejnych osób jak dziecko…
Warto przetrwać pierwszą połowę – druga jest znacznie ciekawsza (choć nadal są te powracające przemyślenia). Na dodatek Marta staje się coraz bardziej wiarygodna – w swoich działaniach, reakcjach, ale i w podejściu do ludzi. Warto też zobaczyć co dzieje się wokół niej. Jak z czasem zmieniają się ludzie i jak reagują – na nią, a ona na nich.
Abonenta warto przeczytać także po to, by zobaczyć, że dziecko z problemami w szkole, to nie zawsze dziecko leniwe. Że człowiek zamknięty, to często wcześniej człowiek po wielokroć odepchnięty. A przy tym wszystkim dyrektor szkoły może być we własnym domu pedofilem, a nauczycielka angielskiego – wychwalana przez rodziców – sadystką wobec własnej córki. Że przemoc jest często tuż koło nas – i nierzadko się jej domyślamy, ale wolimy nie widzieć i nie wiedzieć, bo tak jest bezpieczniej (dla naszego samopoczucia).
Pałac tajemnic, Agnieszka Pietrzyk
Niebanalny kryminał, intrygujący, wciągający… Takie opinie w internecie sprawiły, że sięgnęłam po Pałac tajemnic.
Tak, jest niebanalny. Mimo, że wiemy kto został zabity, to “śledztwo” prowadzone nie jest przez detektywa (doświadczonego, zmęczonego życiem, albo młodzieniaszka wierzącego, że wszystko może i wszystko wie), tylko przez młodą dziewczynę, pisarkę, która z popełnionego w podupadającym pałacu morderstwa rosyjskiej rodziny chce zrobić kanwę swojej następnej powieści.
Ala jest miła, sympatyczna, udaje się jej “otwierać ludzi” (choć to niezwykle chętne opowiadanie, przechodzenie na “ty”, a także nagrywanie bez uprzedzania i zgody trochę mi prawnie nie pasowało, no ale…). Mieszka też w mieszkaniu po zamordowanych, co sprawia, że część mieszkańców pałacu (10 mieszkań komunalnych) wręcz ją podziwia za odwagę. Dużo rozmawia, starając się poskładać spójny obraz – pozornie morderstwa, praktycznie całego otoczenia. I tu mam zgrzyt – bo postacie są ciekawe, wielobarwne (spokojny, niemal wycofany facet okazuje się być całkiem jurny
). Mają różne historie, różny poziom wykształcenia, różne doświadczenia. Tymczasem mówią niezwykle zbliżonym językiem. Nie ma większej różnicy między profesorem, a prostą kobietą. Nie czuć różnicy w doborze słów, w gramatyce. Właściwie jakieś różnice są w postrzeganiu świata, ale IMO to trochę mało. Przy tak różnych osobach oczekiwałam znacznie większych różnic – tymczasem nie ma ich w stylu wypowiedzi, ani języku. I za to duży minus – bo pomysł świetny, ale na tym etapie – spalony.
Samą Alicję też poznajemy – problemy rodzinne, szczególnie z mężem i ojcem są tu dość jasno pokazane. Mimo to nie do końca zrozumiałam po co były poruszone te kwestie, bo nie bardzo widziałam odniesienie do nich. Jak na osobę z problemami, miała zaskakująco dobry i łatwy kontakt z ludźmi. Zmartwienia nie mają też za bardzo wpływu na jej myślenie i wnioski. Zastanawiam się jednak, czy nie ma być ciągu dalszego (kolejnej książki z Alicją Prus), bo podobne odczucia miałam w Millenium, gdzie pojawiały się nie do końca spójne wątki, by mieć potem odbicie w kolejnych książkach.
Pałac tajemnic można przeczytać – szczególnie na urlopie. Mimo, że jest tam zabójstwo, zazdrość i gwałt (z reklamy), to nie jest to ciężka książka. Ale nie podpiszę się pod częstymi zachwytami na jej temat – to raczej czytadełko niż poważna powieść. I znając zakończenie jeszcze mocniej mam wrażenie, że pomysł był świetny, ale gdzieś w trakcie pisania rozmył się i nie został wykorzystany.
-
Archiwa
- Kwiecień 2012 (2)
- Marzec 2012 (3)
- Luty 2012 (6)
- Styczeń 2012 (4)
- Styczeń 2010 (4)
- Listopad 2009 (5)
- Październik 2009 (2)
- Sierpień 2009 (6)
- Lipiec 2009 (4)
- Czerwiec 2009 (1)
- Maj 2009 (6)
- Kwiecień 2009 (1)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS




