Merde! Rok w Paryżu, Stephen Clarke

Merde! wpadło mi po raz pierwszy w ręce jakieś 3-4 lata temu. Przekartkowałam z uśmiechem, ale nie miałam czasu na wiele. Ostatnio zagościło na dłużej.

Merde! Rok w Paryżu, Stephen Clarke
Merde! Rok w Paryżu, Stephen Clarke

Na wstępie zaznaczę, że bardzo lubię Francję i kocham Paryż – z jego urodą, urokiem i dziwactwami. Stąd – książkę czytałam przez pryzmat swojego postrzegania tego miasta.

Całość jest pełna humoru, choć trochę zgryźliwa (co ciekawe, w wielu miejscach autor uderza też w Anglików – dziwiąc się choćby co innego można robić w pubie, jak nie pić wciąż). Anglicy są nam mimo wszystko bliźsi niż Francuzi (kulturowo, z ich podejściem do życia i jedzenia), więc łatwiej nam się identyfikować z Paulem, który właśnie spędza rok w Paryżu.

Początkowo czuje się tam jak na wygnaniu, z czasem zaczyna kochać miasto jak swoje. Co prawda nie rozumiem, jakim cudem stale wchodził w psie kupy (owszem, zdarzają się, podobnie jak w Krakowie, ale jakimś cudem ani razu nie wdepnęłam w takowe – ani tu, ani tam), ale mimo to trudno nie śmiać się z jego spotrzeżeń.

Krótki tydzień pracy, bistra zamykane o 14, ciągłe strajki – to codzienność nam obca, tam zwyczajna. Podobnie jak specyfika rozmowy z zabieganymi i często niezbyt uprzejmymi kelnerami (prawdziwa do bólu) 🙂 Pamiętam swoje zdziwienie dlaczego inni dostają wodę w karafkach, (za którą nie płacą), a ja butelkowaną, uwzględnioną w rachunku. Z czasem się uczyłam coraz więcej, podobnie jak Paul (choć kawy nie piję, więc te nazwy były mi dotąd obce).

Doskonale też pamiętam uśmiechy politowania, gdy naiwnie pytałam „Parlez vous anglais?” (choć to już powoli przeszłość, o czym pisałam tutaj). Dla kogoś, kto nie zna słowa po francusku, Paryż to niełatwe miejsce. Na szczęście uśmiech rozwiązuje wiele spraw, a mężczyźni są tam często równie przyjaźni jak kobiety z Merde! 😉

Książka opiera się na stereotypach w postrzeganiu, na „my” i „oni”. A także na tym, że wiele rzeczy da się zaakceptować, jeśli nauczymy się po prostu współegzystować, albo je ignorować. Wiele spraw staje się też łatwiejszych jeśli zrozumiemy ten specyficzny „kod”, jakim porozumiewają się tubylcy.

Warto przeczytać – choćby dla tego perełek humoru. Lekki, dość przyjemny styl, niezłe tłumaczenie. Nie należy się jednak nastawiać, że to przewodnik po Paryżu (bohater nie chadza do Luwru, ani innych tego typu miejsc; woli puby, kawiarnie, dyskoteki), ani tym bardziej przewodnik życia w Paryżu – to fabularyzowane odczucia człowieka, który zderzył się z Paryżem, a z czasem go pokochał. Nie jest to też wybitna lektura – to książka na popołudnie, gdy jest się zmęczonym i ma się ochotę odpocząć bez rozważań historycznych, filozoficznych, itp.

Zaznaczę jednak, że są miejsca, gdzie książka jest mocno dosłowna (Clarke nie ma problemu z używaniem słów wzwód, anal, kondom, itp.). Jeśli kogoś to razi, nie lubi takich rzeczy – nie powinien sięgać po Merde!, bo szybko się zrazi do książki, a kilka godzin poświęconych na pierwsze rozdziały uzna za stracone na prostacką, słabą książkę.

Merde! Rok w Paryżu, Stephen Clarke
Tytuł oryginalny:
A Year in the Merde
Gatunek: obyczajowa
Forma: powieść
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 360
rok wydania: 2006
oprawa: miękka
wydawca: W.A.B.
ISBN:
83-7414-225-1

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Merde! Rok w Paryżu, Stephen Clarke

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s