Jesień cudów, Jodi Picoult

To chwilowo już ostatnia pozycja tej autorki (choć właśnie zabieram się za kolejną) – w rzeczywistości tak mi się właśnie trafiło, że czytałam je jedną po drugiej…

Z trzech przeczytanych pozycji ta jest moim zdaniem najmniej kontrowersyjna, najmniej wyszukana. Temat ociera się o wiarę – nie tyle nawet w Boga, bo ta właściwie nie jest kwestionowana, co o wiarę w cuda i o to, czy cuda może robić mała dziewczynka, która na dodatek jest Żydówką i to tylko z urodzenia i w dodatku twierdzi, że Bóg jest kobietą?

Książka napisana jest taktownie, a postać Mariah (matki) to świetne studium osoby porzuconej (nie po raz pierwszy) i świadomej swoich problemów, dzięki czemu stara się zapobiec tragedii.

Z mojego – zawodowego – punktu widzenia, ciekawie zostały w tej książce pokazane media – opowiednia interpretacja faktów, w zależności od potrzeb pracodawcy, pokazana jest chłodno, bez emocji, ale też bardzo wiarygodnie (i prawdziwie).

Natomiast w pełni zgadzam się z opiniami o niemal nieczytelnym zakończeniu książki – mam swoją jego intepretację, ale został mi niesmak – pozostałe dwie książki miały słodkie, czy nie, ale czytelne, pasujące do wydarzeń, zakończenie. Jesień cudów kończy się w sposób, który zaburza całość zbudowanego obrazu i sprawia, że zastanawiamy się nie nad tematem, ale nad tym o co chodziło autorce… (a jeśli się mylę – proszę o podpowiedzi – mogą być na maila).

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Jesień cudów, Jodi Picoult

  1. Mi się wydaje, że chodzi po prostu o to, że Faith pogodziła się ze swoją sytuacją, zrozumiała, że to nie jej wina, więc „opiekunka” nie była jej już dłużej potrzebna. A to, że czyniła cuda było tylko dodatkiem do strategii obrony jej organizmu. Podobnie w innej książce, Przemiana, Jodi jakby na końcu odcina się od cudów, które były sprawą bohatera.

  2. Ja też na razie odkładam na bok tę autorkę. Ostatnia książka (nawet nie pamiętam tytułu) bardziej przypominała jakąś kartę chorobową niż powieść. Pożyczyłam siostrze – przebrnęła, ale z dużymi przeszkodami. To chyba było – W naszym domu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s