Tam gdzie Ty, Jodi Picoult

Jodi Picoult pisze niezwykłe książki (w większości). Książki, które dotykają niezwykle trudnych tematów, spraw, na którymi nie zastanawiamy się póki nas nie dotkną… Podczas pierwszej, Bez mojej zgody, płakałam jak głupia. Podobnie było z Tam, gdzie Ty…

tamWbrew tytułowi i okładce, to nie jest romans. Chyba angielski tytuł (Sing You Home) jest lepszy… To książka o obsesji posiadania dziecka. Własnego dziecka.

Zoe i Max są małżeństwem od wielu lat. I od wielu starają się o dziecko. Po wielu nieudanych próbach, Zoe zachodzi w ciążę. Jest bardzo szczęśliwa, mimo dolegliwości, cieszy się każdą chwilą. Do czasu gdy podczas przyjęcia Shower Baby (hmmm, nie wiem, czy w Polsce mamy odpowiednik) dochodzi do poronienia. Jednak faza jest na tyle późna, że właściwie można mówić o urodzeniu martwego dziecka. I w tym miejscu Picoult po raz pierwszy dotyka bardzo drażliwego tematu. Już poronienie sprawia, że znajomi nie wiedzą co mówić, ani co robić. A w przypadku urodzenia martwego dziecka, rozłam jest jeszcze większy. Niedoszłym rodzicom wali się życie, ale wokół toczy się nadal. Biegają dzieci sąsiadów, znajomych, obcych… Tylko ich dziecko nie biega, nie uśmiecha się, nie płacze po nocach…

Dla Maxa to był ten krok, po którym nie umiał się pozbierać. Miał dość ciągłej walki, zawiedzionych nadziei, wstrzykiwania hormonów, znów walki, znów nadziei i rozczarowań. Miał dość takiego życia. Wystąpił o rozwód…

Dalsze drogi obojga małżonków skierowały ich w zupełnie różne strony. Max trafia do wspólnoty religijnej, która potępia wszystko co inne, wspierając równocześnie swoich członków, choć uciekając się też do manipulacji. Zoe z kolei znajduje pocieszenie w ramionach innej kobiety, przy której wreszcie czuje się bezpieczna, a równocześnie może być sobą. I pewno gdyby nie zamrożone zarodki pozostałe po próbach in vitro, drogi małżonków nie przecięłyby się już. Ale zarodki wymusiły ich kolejne niełatwe spotkania… Nie chcę zdradzać szczegółów, więc resztę zostawię do sprawdzenia Wam samym.

Jodi Picoult nie ustrzegła się pewnych uogólnień. Zoe i Vanessa są tak cudowną parą, że to niemal nierealne. Szczególnie w sytuacjach niezwykle stresowych, jakim są w pewnym momencie poddawane. Po drugiej stronie mamy człowieka, który świetnie manipuluje ludźmi, mediami i wszystkim, co wokół. Mimo to Tam, gdzie Ty, to jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam. Porusza tematykę, o której niewielu umie pisać bez patosu, pokazując pełną gamę uczuć, a nie tylko piękną stronę szczęśliwych par, którym się udało. Dokładając tematykę par homoseksualnych i ich potrzebę posiadania dziecka na równi z parami heteroseksualnymi, pokazuje kolejny wymiar tego problemu.

Żałuję, że nie miałam okazji posłuchać dołączonej do książki płyty (niestety, miałam egzemplarz z biblioteki i pani nie umiała powiedzieć, gdzie może być płyta). Muzyka miała być ilustracją poszczególnych rozdziałów, nawiązując do zawodu Zoe (terapeutki muzycznej). Wierzę, że emocje byłyby jeszcze większe.

Tam, gdzie Ty trzeba przeczytać. Niezależnie od podejścia do tematu in vitro – także po to, by pomyśleć co przeżywają osoby, którym się nie udaje, dla których każdy kolejny miesiąc bywa tragedią, nieraz na równi z poronieniem, choć bez prawa i czasu do żałoby…

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Tam gdzie Ty, Jodi Picoult

  1. Pingback: Podsumowanie 2012 « Świat Książek Goldenrose

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s