W imię miłości, Jodi Picoult

Bardzo, bardzo lubię Jodi Picoult. „Odkryłam” ją 2-3 lata temu, książką „Bez mojej zgody” i choć czasem miewa gorsze dni, to bardzo chętnie po nią sięgam. A „W imię miłości” chodziło za mną już dawno – temat niełatwy, mógł być różnie potraktowany – od patosu, po spłaszczenie problemu. Na szczęście – jest obronna ręka 🙂

w_imie_milosciTo nie jest tak dobra książka jak „Bez mojej zgody”, ale czyta się ją bardzo dobrze. Nina Frost jest prokuratorem specjalizującym się w trudnych sprawach – prowadziła ponad 200 spraw związanych z molestowaniem dzieci. I dlatego doskonale wie przez co każde molestowane dziecko musi przejść, jeśli sprawa znajdzie się w prokuraturze. I jak wiele z nich kończy się niczym (z 200 spraw – 20 przed ławą, 12 skazanych – to pokazuje jak wielki jest problem). Mimo nierzadkiego przebywania wśród molestowanych dzieci, jest przekonana o swojej swoistej nietykalności. Do czasu…

Książka zaczyna się morderstwem na sali sądowej – Nina zabija oskarżonego. A później poznajemy historię, która do tego doprowadziła. Oraz historię, która nastąpiła „po”.

Któregoś dnia Nina Frost rano bardzo się śpieszy się i nie zauważa, że jej syn, Nathaniel, przestał się odzywać. Dopiero w przedszkolu wychowawczyni uświadamia jej, że mały nie mówi. Na dodatek bardzo dziwnie się zachowuje – rzuca się w dół z drabinki, nie bawi się z dziećmi jak zwykle. Po wielu próbach (nieudanych) i wizytach u psychologa dziecięcego, dokonuje się straszne odkrycie – chłopczyk był molestowany seksualnie. Oczywiście główna bohaterka nie jest zwykłą matką (nie dlatego, że to książka Jodi Picoult, tylko dlatego, że jest prokuratorem, który po wielokroć miał z tym do czynienia), więc z jednej strony dobija ją to, z drugiej – jak najszybciej chce znaleźć winnego. W końcu znajduje. Najpierw jednego, potem kolejnego…

Powiem szczerze – Nina drażni. Jak diabli. Jest nachalna, uparta, ma prawo być przerażona, załamana, wściekać się, ale jakoś – nie umiałam jej współczuć. Współczułam Małemu, a także Calebowi (ojcu Nathaniela), ale Ninie nie. Może jest jej za dużo, może to kwestia takiego dziwnego szarpania. A może peanów jakie ciągle wyśpiewuje pod jej adresem Patrick (przyjaciel z dzieciństwa, wciąż w niej zakochany). Nie wiem – ale nie umiałam jej polubić. Choć rozumiem dlaczego zabiła, to nie do końca umiem ją rozgrzeszyć. I to od początku.

Nie wiem także po co jest postać Patricka. Po to by z Niny zrobić ideał (jeśli tak – nie udało się)? Po to, by… no właśnie nie wiem co. Chłopak mógłby spokojnie być po prostu jej przyjacielem zamiast rozmarzonego adoratora, a te ciągłe wzdychania i ochy/achy, jaka ona piękna, jaka dobra, jaka cudowna były jedną z przyczyn obniżenia mojej oceny tej książce (momentami Patrick mógłby rywalizować z Bellą ze Zmierzchu…).

Natomiast postać Nathaniela – rewelacja. Nie wiem na ile prawdziwa, ale dla mnie niezwykle przekonująca. Pokazanie jak i co czuje i myśli dziecko w tej trudnej dla niego sytuacji było przemyślane, wprowadzane po kawałku, ale bardzo realne. Na te fragmenty czekałam najbardziej i one moim zdaniem najwięcej wnoszą do książki – bez nich byłaby mdłą, słabą historyjką. Z nimi – warto ją przeczytać. Choćby tylko dla tej postaci.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s