Misja ambasadora, Trudi Canavan

Czekałam i czekałam, by zacząć tę książkę. Nie chciałam czytać trylogii na raty, bo zdarza mi się po roku zapomnieć jakieś wydadzenie, zgubić wątek, więc czekałam. Kupiłam Łotra, Królową i wreszcie zaczęłam Misję przekonana, że połknę ją moment i sięgnę po następną.
misja

Niestety, wbrew moim oczekiwaniom czytałam ją i czytałam 😦 W przeciwieństwie do trylogii Czarnego Maga, ta wygląda jakby Autorce zabrakło na nią pomysłu. Akcja mocno nieśpieszna, z masą długich opisów i retrospekcji. Wspomnienia Sonei, wspomnienia Cery’ego, innych magów i niemagów. Do tego nowe postaci także jakoś bez większego wyrazu, a wcześniejszym chyba wiek odebrał pazur i wigor.

Wiem doskonale czego oczekiwałam po tej książce – magii, jaka była w poprzedniej trylogii. Tego, że będą fragmenty podczas których będę siedzieć niepokojąc się o bohaterów, którzy wpadają w tarapaty z reguły nie ze swojej winy. Miała być opowieścią o ludziach, których los obdarzył talentem magicznym, odbierając przez to sporą dawkę spokoju, za to rzucając w rózne wiry. Zamiast tego dostałam Soneę, która żyje w lecznicy (w praktyce) i boi się wytknąć nosa poza Gildię, za to co chwilę myśli o dzieciństwie, albo o synu, który wyruszył do Sachaki. Dostałam Cery’ego, któremu zabójca złodziei morduje rodzinę, ale jego zemsta praktycznie nie istnieje, a tropienie winowajcy przypomina pracę wiejskiego posterunku policyjnego.

Z nowych postaci mamy Lorkina – czyli syna Sonei i Akkarina. Osobowość na poziomie naukowca – zupełnie nie pasująca do bycia synem takich rodziców. Ale może Sonea tak go wychowała w strachu o niego…

Kolejną postacią jest Tyvara. Pokładałam w niej olbrzymie nadzieje – wydawała się być jedyną postacią „z krwi i kości” – butną, buntowniczą, wyzwoloną. I taką jest mniej więcej do czwartej sceny, w jakiej się pojawia. Potem jest zmartwiona, obrażona, zmarszczona. Nie wiem czemu – może tylko ja ją tak odebrałam, bo byłam całością rozczarowana, a może jednak jest totalnie nudna…

Podsumowując – na goodreads dałam 3 gwiazdki, choć myślałam nad dwiema. Ale uznałam, że jeśli ktoś nie czytał wcześniejszej serii, może książkę odebrać bardzo pozytywnie. Mnogie wspomnienia pokażą przeszłość bohaterów, usprawiedliwią nadopiekuńczość Sonei, a brak oczekiwań „magicznych” nie wypaczy spojrzenia na książkę…

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Misja ambasadora, Trudi Canavan

  1. Mam dwie pierwsze części tej trylogii na półce, jeszcze nieprzeczytane. 🙂 Najpierw dokupię sobie ostatni tom, dopiero wtedy zabiorę się za „Misję Ambasadora”.

  2. Anna Watza

    Ja to samo. Ale po Misji wcale nie ciągnie mnie do Łotra, niestety 😦 Strasznie mi z tym źle, bo to takie wyczekane było. Ale może Łotr i Królowa Zdrajców będą lepsze 🙂

    1. Anna Czerniak

      Niestety, nie będąlepsze. Trylogia bis rozczarowuje na całej linii. A pierwsza była naprawdę super. Ja zresztą poczytałam sobie jeszcze więcej Trudi – kolejną trylogię (Era Pięciorga) i jakiś tom opowiadań i niestety poza Trylogią Czarnego Maga nieustanne rozczarowania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s