Bardzo słodka Sosnówka…

Napaliłam się na tę książkę. Zamówiłam w bilbliotece i cała szczęśliwa odebrałam… dwa w jednym, bo okazało się, że oprócz Sosnowe dziedzictwo w ręce wpadła mi jeszcze Pensjonat Sosnówka Marii Ulatowskiej. Jeszcze tego samego wieczoru zaczęłam czytać. A potem następną…

dziedzictwo pensjonat

Nie do końca wiem jak je ocenić. Dlaczego? Dlatego, że Sosnowe dziedzictwo czyta się nieźle. Książka jest wzruszająca i stanowczo może się podobać. Anna Towiańska (główna bohaterka) co prawda już tu zaczyna odsłaniać swoją prawdziwą naturę, ale odnośnik do wojny, dziadków, odkrytej po latach tajemnicy i całej masie wątków i postaci sprawia, że (mimo lekkiego bałaganu w całości) Dziedzictwo jest książką, w którą można się wciągnąć i czuje się jakieś ciepło w całości. Tak jakby autorka przelała jakieś swoje uczucia w całość.

Widocznym już w pierwszej części problemem jest ten bałagan w powieści. Wątki są co chwilę zmieniane, mało jest głębszych przemyśleń, poza Anną ciężko z kimkolwiek się związać, przyzwyczaić, bo postacie też zmieniają się jak na karuzeli. Może jeszcze pan Dyzio zapada w pamięć, ale chyba też dlatego, że jest bohaterem wyrazistym (chyba najbardziej w całej książce). Pozostali – pojawiają się i znikają, podobnie jak wydarzenia, w których uczestniczą…

I z przykrością stwierdzam, że na pierwszej części cyklu Autorka tym powinna była zakończyć 😦 Nawet jeśli Sosnowe dziedzictwo spodoba Wam się bardzo, nie sięgajcie po Pensjonat Sosnówka. 10 kilo cukru w cukrze… Anna Towiańska z osoby słodkiej robi się nie istniejącym ideałem, który zawsze jest ciepły, opanowany, uśmiechnięty, nie ma żalu ani złości nawet na chuliganów, a problem wracającej byłej żony partnera nie budzi w niej zazdrości, tylko obawę, że zabierze jej potencjalnego pasierba, do którego już się przywiązała. Na dodatek ta dziewczyna właściwie nie ma żadnych problemów – skończyły się jej oszczędności – ojej, zaraz pojawia się wyciągnięta pomocna dłoń z odpowiednią kwotą nie chcąca nic w zamian niemal. Pojawia się jakikolwiek inny problem – natychmiast niebo otwiera swe podwoje, by Ania go nie miała… Przyznam, że już samo to było nierealne, ale kiedy ukochany Jacek zbiera braci i jedzie rozprawić się z Maliniakami poprzez (tak, poważnie) uszkodzenie ich ciała, to już weszliśmy na wysoki poziom abstrakcji…

Wiem, że obie części mogą się podobać – są miłe, słodkie, opowiadają cudowną historyjkę. Ale może ja już jestem na to za stara, a może po prostu to nie dla mnie – w każdym razie, jeśli Ktoś z czytających zgadza się (mniej więcej) z moimi odczuciami, to może sobie darować obie książki, a na pewno Pensjonat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s