Grand Avenue, Joy Fielding

Cztery przyjaciółki. Przypadkowe spotkanie przy piaskownicy, deszcz i niekończąca się rozmowa… Cztery różne kobiety, różne charaktery, kilkoro dzieci i zupełnie różne historie życia. Nierzadko dramatyczne…

grand_avenue

Chris, Barbara, Susan i Vicky. Pierwsza – szczęśliwa matka i mężatka. W rzeczywistości kobieta maltretowana fizycznie i psychicznie przez męża, z dziećmi wciąż nastawianymi przeciw niej. Barbara – szczęśliwa mężatka, była Miss, która nieodmiennie wierzy w swoją urodę i puszcza mimo uszu plotki o ciągłych zdradach męża. Susan – ambitna matka, która wraca na studia, choć nie ma jeszcze planów na później. Na koniec Vicki – ambitna i zdolna pani adwokat, która z kolei dość luźno traktuje wierność i uczciwość wobec męża.  Mimo drastycznie różnych charakterów – znalazły wspólny język i następne lata spędzały wspólnie.

Początkowo sądziłam, że Grand Avenue będzie pisana z punktu widzenia Susan, ale nie do końca tak jest. Widzimy też sceny z punktu widzenia innych przyjaciółek. Nie ukrywam, że szczególnie bolesne są te widziane oczami Chris. Bicie i poniżanie już samo w sobie jest straszne, ale nie ukrywam, że najgorsze były reakcje dzieci, przejmujących podejście ojca.

Niewiele można napisać nie zdradzając szczegółów. Ale już od początku książki wiemy, że dwie przyjaciółki umrą nie doczekawszy sędziwego wieku. I choć łatwo jest obstawiać, która z nich będzie jedną z nich, to rozwiązanie jest zaskakujące (i dobrze).

To nie jest typowa książka – większość książek z kobiecymi bohaterkami przyjaciółkami jest ciepłych, z uśmiechem, a wszystkie problemy w końcu znajdują pozytywne rozwiązanie. Tu od początku wiemy, że tak nie będzie. Ukazane problemy są mroczne, a wybierane rozwiązania niekoniecznie prowadzą do szczęśliwego końca. I choćby dlatego warto sięgnąć po Grand Avenue – by zobaczyć życie, w którym na końcu jednak nie ma tęczy, a miłość nie wszystko zwycięża…

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Grand Avenue, Joy Fielding

  1. Coś oryginalnego, chociaż ja osobiście nie przepadam za smutnymi zakończeniami, bo mi po prostu rujnują psychikę. 😉

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s