Wielki marsz, Stephen King aka Richard Bachman

Nie przepadam za Kingiem – nie jestem wielbicielką horrorów, więc nie porywa mnie jego główna twórczość, a Dallas zostawiłam po 100 stronach, więc jakoś nie zaskoczyło. Zresztą, przyznaję, że poza Dallas nie miałam świadomości, że King ma więcej nie-horrorów w dorobku. Aż do chwili, gdy od Koleżanki (Sylwia, dzięki) dostałam do przeczytania Wielki Marsz (napisany pierwotnie pod pseudonimem Richard Bachman). Stał chwilę na półce, ale w końcu stwierdziłam, że wypada oddać, więc trzeba dać jej szansę. I wpadłam…

Wielki Marsz
Wielki Marsz

Każdego roku w USA odbywa się Wielki Marsz. Idzie 100 chłopców w wieku poniżej 18 roku życia (chyba najmłodsi mogą mieć 12 lat, jeśli dobrze zrozumiałam). Zasady są proste – iść trzeba stale w tempie minimum 6 km na godzinę. Nie ma postojów na spanie, siku, jedzenie. Jeśli zwolnisz poniżej wyznaczonej prędkości, usiądziesz, upadniesz – dostajesz ostrzeżenie. Po 30 sekundach – 2, potem 3. Czwartego nie ma, jest czerwona kartka – strzał. Meta jest tam, gdzie padnie przedostatni z zawodników…

Książka jest dość krótka, więc oczywiście nie poznamy wszystkich uczestników wydarzenia. Wiemy o nich tyle, co dzieje się w ciągu tych kilku dni (tak, dni) marszu. Początkowa pewność siebie, z czasem przeradzająca się w ból, strach, próby imponowania, utratę wiary w siebie, czasem szaleństwo, czasem chorobę, czasem odrętwienie. W trakcie marszu każdy reaguje inaczej – są zawiązujące się przyjaźnie, są próby wojen psychologicznych i nie tylko.

A obok – są ludzie. Stawiają zakłady typując zwycięzcę, dopingują, witają w kolejnych miastach. Maszerujący to bohaterowie – mocno pokazuje to jedna ze scen, gdy uczestnik podchodzi do stojącej dziewczyny, całuje ją w usta i łapie za pośladek. A ona pozwala mu na to, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że jest szczęśliwa z tego powodu. Bo to ON, chwilowe bożyszcze. W drugiej połowie książki jest jeszcze mocniejsza scena tego typu (nie, nie chodzi o seks), ale nie będę zdradzać, przeczytajcie sami.

Wielki marsz można traktować jako alegorię… wszystkiego. Ale najprościej popatrzeć na to jako na krzywe zwierciadło mediów i tłumu. Czy zastanawiamy się czemu uczestnicy reality show dla głównej wygranej (jedynej, reszta odpada) decydują się na jedzenie obrzydlistw, na robienie z siebie pośmiewiska, na publiczny seks, albo wyczyny stawiające ich na granicy śmierci? Wątpię – zamiast tego, dajemy im jakąś etykietkę i kibicujemy. A zwycięzca wychodzi w świetle fleszy, stając się kolejnym idolem czekającego tłumu.

Ciekawostką jest to, że King w swojej książce zrobił manewr dokładnie pokazujący ten mechanizm. To odróżnia Wielki Marsz od Igrzysk Śmierci – tam wiedzieliśmy po co Igrzyska są robione i jak reagują poszczególni uczestnicy. W Wielkim Marszu nasza wiedza jest znacznie bliższa wiedzy zwykłego oglądacza. Nie liczcie na to, że dowiecie, że impreza jest czymś więcej ponad rozrywkę dla tłumu, że odkryjecie jakieś tajemnice. Nawet o samych testach (uczestnicy przechodzą je kilka miesięcy wcześniej) niewiele wiadomo. Ot, jakieś są – trzeba m.in. napisać dlaczego chcesz wziąć udział w Marszu, ale odpowiedź chyba nie do końca ma znaczenie. Albo jej ocena jest mocno subiektywna. Tak samo jak niewiele wiadomo o niemal mitycznym Majorze, (który stoi za tym wszystkim). W końcu – kogo to obchodzi? Liczy się walka, liczą się emocje. I ten, co wygra na mecie, o reszcie nikt nie pamięta.

Trochę rozczarowuje zakończenie, ale po kilku godzinach doszłam do wniosku, że takie powinno być – bo tak samo, jak nie mamy pojęcia co naprawdę gra w duszy zwycięzcy reality show, tak samo nie jest nam dane poznać myśli zwycięzcy. I niezależnie od tego jak bardzo chcielibyśmy, by było inaczej, to organiztorzy nam na to nie pozwolą. Ryzyko jest zbyt duże…

Na zakończenie – lubię przeglądać okładki innych wydań, co niezwykle ułatwia mi Goodreads i Google. Czasem cały świat wydaje dany tekst z jedną, max dwoma okładkami, ale Wielki marsz ma już 36 lat, więc jest ich znacznie więcej. Polska nowa jest akceptowalna, acz przyznam, że IMO są lepsze, jak ta poniższa (nie wiem, z którego roku, ale ten but i łuski robią swoje):

wielki_marsz(2)

bądź ta (gdyby była ze zdjęciami, nie rysunkowa, robiłaby spore wrażenie):

6593988

Szukałam jeszcze czegoś takiego, jak ta, tylko z rozmytym na bokach tłumem. Takim, gdzie wydaje nam się, że on tam jest, ale nie widzimy twarzy, wszystko się zlewa

8719554

A tu te i jeszcze inne, jeśli macie ochotę obejrzeć:

A przy okazji wyszło tak, że Wielki Marsz wpasował mi się w wyzwanie „Grunt to okładka”, gdzie w marcu hasłem stała się „Droga”.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wielki marsz, Stephen King aka Richard Bachman

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s