Na wojnie nie ma niewinnych, Aneta Jadowska

na_wojnie_nie_ma_niewinnychWłaściwie powinnam opisać całą serię, bo tak się złożyło, że nie trafiła mi na bloga, bo najczęściej kolejne tomy serii wpadały mi w ręce gdy miałam znaczny nadmiar pracy i blog leżał odłogiem. Jednak trochę nieuczciwie byłoby opisywać książki, które czytałam 2 lata temu, więc tylko ogólnie.

Złodzieja dusz pokochałam – Dora, Miron i Joshua bawili mnie tak, że momentami śmiałam się w głos. Miło było też czytać o miejscach, które choć trochę znam (Toruń). W całości serii – można się czepiać, że Dora jest histeryczna, że przesadza w stereotypach (muzyka i stosunek do kobiet, które chyba zbyt często nazywa sukami, dziwkami, zdzirami i które rzeczywiście na kartach Heksakologii są średnio sympatyczne w większości). Równocześnie sama jest „równa”, a zgromadzeni wokół niej faceci są świetni i zróżnicowani. No i to wszechobecne seksualne napięcie – Dorę chcą wszyscy (no, prawie wszyscy – niezależnie od rasy, wymiaru, itd). Mimo to – podobało mi się. Przyjęłam to jako określoną konwencję (bo i czemu nie?) i po prostu płynęłam z nią, nie zastanawiając się nad tym, że piękna Dora raczej by mnie nie polubiła, czy też zazdrościłabym jej powodzenie 😉 Wybaczałam też niekonsekwencję (Dora czasem czegoś się domyśla, albo o czymś mówi, a kilka stron/rozdziałów później „dowiaduje” się tego od kogoś innego i dziwi się czemu sama na to nie wpadła, albo opowiada po raz kolejny, a słuchacze nadal słyszą to po raz pierwszy) – właśnie dlatego, że nadal bardzo mi się podobało (gdyby Dora była tworem amerykańskim, LionsGate kręciłby z nią filmy następne 7 lat ;)).

Seria niestety jest nierówna. Po świetnym Złodzieju przyszły dwie całkiem niezłe (acz słabsze ciut) części, aż przyszło Wszystko zostaje w rodzinie, które było niezwykle słabą książką – słabo zaskakującą i budzącą miejscami niezwykle silne skojarzenia ze Zmierzchem (niestety, na dodatek na plus dla tego ostatniego :(). Skończyłam czytać rozczarowana, ale postanowiłam dać szansę następnej części, wierząc, że to spadek formy.

I tak – poprzez lepsze Egzorcyzmy – dotarłam do Na wojnie nie ma niewinnych, która co prawda nie weszła na poziom Złodzieja, ale znów zdarzyło się jej zaskakiwać i znów dobrze się czytało całość 🙂

To ostatni tom z serii, więc rozwiązuje poszczególne wątki. Odwieczni wrogowie muszą zostać jakoś opanowani, przyjaciele znaleźć spokój i szczęście. Znamy konwencję, więc chyba nikt z nas nie miał wątpliwości w jaką stronę całość pójdzie. Ale i tak czyta się dobrze i zaciskamy kciuki, żeby się udało, żeby Joshua znalazł szczeście, żeby Miron przestał z godziny na godziny martwić się o Dorę, a ona sama, żeby wreszcie znalazła spokój i nie musiała walczyć o wampirów, będących pod jej opieką, o stado, którego jest Alfą i o wszystkich, którzy ją otaczają. Można się spierać, czy wątki są rozwiązywane na siłę, czy nie, ale na szczęście Aneta uniknęła zwykłej wymienianki i poszczególnych rozdziałów, które tylko pokazywałymy „jak się to rozwiązało”.

To, czego bardzo mi z kolei brak w zakończeniu, to Joshua (i Miron). Obie postacie, które stanowiły podstawę jakościową Złodzieja, których przepychanki słowne z Dorą były niezwykle silną zaletą. Nagle przechodzą do postaci trzecioplanowych i poniekąd zanikają. A pojawiająca się na kilku stronach „dynamika między braćmi” (cytat) to stanowczo za mało, szczególnie, że przepychanki wciąż dotyczą tego samego 😦 Brakuje mi też wyjaśnienia co do końca stało się z Elfami (jest tylko wspomnienie, że trwają negocjacje z nimi)

Bardzo podoba mi się nowa postać – Johann. Zastępuje trochę Mirona, choć byłoby jeszcze lepiej, gdyby byli wszyscy 🙂 Johann ma duży dystans do wszystkiego, włącznie z sobą – pozwala mu na to charakter, ale i jego pozycja – egzekutora Dłoni (czyli naczelnej organizacji prawnej wilków). Lekki sarkazm i niezwykły apetyt tworzą z jego stanowiskiem ciekawą mieszankę. Momentami zwolnił akcję, ale na plus – pozwolił na uśmiech, na lekkie rozładowanie napięcia, co za chwilę wpływa pozytywnie na szybkość akcji na kolejnych stronach.

Szkoda mi trochę, że to już koniec serii, choć Aneta zapowiada już tom z opowiadaniami, a także książkę (serię?) o Witkacym. Ale nie wiem, czy to będzie to samo – zobaczymy 🙂

PS Mam duży zarzut, ale to raczej do wydawnictwa, do Fabryki Słów – korekta książki leży. A nawet całej serii. Niezależnie od wspomnianych niekonsekwencji, na które mogę przymknąć oko, to trudno zaakceptować brak korekty gramatycznej i interpunkcyjnej. Pisząc tekst niektrudno coś zgubić, przegapić i nie wyłapać czytając samodzielnie. Ale korekta powinna to wyłapać – to ich zadanie, by nie zostały niewłaściwe przypadki, by przecinki pojawiły się w odpowiednich miejscach. A to kuleje i to mocno… 😦

PS2 Bez pierwotnych planów Dora, mając 600 stron, wpisała się mi się w kwietniowe Wyzwanie Pod hasłem – „Cegła 400+” 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s